explicitClick to confirm you are 18+

1. Jak dostać darmowy hotel w Azji?

Życie w TropikachJun 16, 2020, 11:29:07 AM
thumb_up3thumb_downmore_vert

Samolot delikatnie dotyka pasa startowego po ponad dwunastu godzinach w powietrzu. To był najdłuższy lot w moim dotychczasowym życiu bez przesiadek. Fala zmęczonych pasażerów rzuca się do wyjścia i zabiera mnie ze sobą prosto do terminala na lotnisku w Kuala Lumpur (KL). 

Kilka godzin przed wejściem na pokład samolotu w Londynie miałem gorączkę więc lekko panikuję na widok pracownika lotniska obsługującego skaner termalny. Świńska grypa jest w modzie a duże znaki ostrzegawcze w kilku językach informują pasażerów, że pracownicy lotniska mają prawo poddać kwarantannie kogokolwiek sobie życzą. Uśmiecham się do faceta obsługującego skaner uświadamiając sobie, że jest zbyt leniwy by przywiązywać jakąkolwiek wagę do swojej pracy. 



Staję w długiej kolejce do imigracji. Na oko 35-letnia urzędniczka ubrana jest w granatowy mundur policyjny i czarny hidżab zakrywający jej głowę. Malezja to muzułmański kraj. Islam czy nie, kobieta pracuje powoli, co sprawia że przekroczenie granicy zajmuje mi prawie godzinę. Wykorzystuję czas do wysłania kilku wiadomości do rodziny i przyjaciół. “Wylądowałem bezpiecznie w KL. Czy czujecie zapach nagrody Pulitzera w powietrzu?” Większość mnie ignoruje, co jest pierwszym krokiem ku zmniejszeniu ilości “przyjaciół” na Facebooku. Ale w sumie czego mogłem się spodziewać po zakomunikowaniu, że kupiłem bilet w jedną stronę do Azji i nie wiem czy i kiedy wrócę?



W końcu dostaję pieczątkę umożliwiająca mi na trzymiesięczny pobyt w kraju. Zabieram swój dosyć lekki bagaż i opuszczam terminal. Fala gorącego, wilgotnego powietrza uderza mnie prosto w twarz. Jest prawie dwudziesta druga a termometr na zewnątrz pokazuje, że nadal jest 30 stopni. Pozbywam się marynarki, którą zabrałem tylko dlatego, że Szkocja jest już dosyć chłodna we wrześniu. 

Długi lot, jet lag i szok temperaturowy przyczynia się do mojego braku decyzyjności czy powinienem złapać autobus bezpośrednio do centrum i utknąć w wieczornych korkach czy przebić się na drugi terminal skąd mogę złapać szybki pociąg. Lenistwo wygrywa i tarabanię się do autobusu zmierzającego bezpośrednio do miasta.



Autostrada jest pusta i ciemna. Droga jest gładka niczym stół bilardowy a wyprzedzające nas samochody względnie nowe i zadbane. Tuż po wjechaniu do miasta utykamy w lekkim korku wśród lasu robiących wrażenie szklano-metalowych drapaczy chmur. Gdzieś na horyzoncie dostrzegam Petronas Towers - dwa pięknie oświetlone budynki wyglądające niczym podwójna rakieta gotowa do startu. Duma Malezyjczyków nazywana przez wielu Twin Towers być może z uwagi na brak narodowej miłości wobec największej firmy paliwowej w kraju zwanej Petronas, była trzecią najwyższą konstrukcją na ziemi. Witaj w trzecim świecie… turysto!

Wysiadam z autobusu na KL Sentral - głównym dworcu kolejowo-autobusowym. Zapycham kichy w Mcdonaldzie czując, że będzie to najszybszy i najbezpieczniejszy wypełniacz żołądka na dobry początek w Azji. Stacja jest przestronna i gwarna. Ludzie z bagażami przemieszczają się w każdym kierunku. Dynamiczna muzyka z dużych monitorów zawieszonych nad głowami pasażerów nadaje futurystycznej atmosfery temu młodemu, energicznemu, 21-wiecznemu miastu. Łapię taksówkę i w mniej niż pół godziny docieram do 5* hotelu Anjali, za który nie muszę płacić.

Hotel za darmo? Oto jak to działa. Pracowałem jako dziennikarz niezależny przez ponad 10 lat. Nie wydaje mi się, że byłem w tym szczególnie dobry, choć udało mi się zarobić trochę pieniędzy w trakcie szkoły średniej i studiów. Widok mojego nazwiska w druku regularnie doprowadzał moje ego do orgazmu. Moja niekoniecznie najlepsza, choć niewątpliwie najbardziej prestiżowa publikacja ukazała się w The Washington Chronicles. Po dwutygodniowym pobycie w Iranie napisałem o prawach kobiet w tym kraju. To wystarczyło, aby dostać list polecający od redaktora naczelnego potwierdzający, że będę ich permanentnym korespondentem w Azji Południowo-wschodniej. Używając tej i kilku innych publikacji, także z serwisów wchodzących w skład szeroko pojętego dziennikarstwa obywatelskiego, pisałem do hotelu w każdej lokalizacji do której się wybierałem mniej więcej w następujący sposób:

Szanowni Państwo,

Nazywam się Marek Dziki i jestem dziennikarzem podróżniczym dla The Washington Chronicles, Playboy Magazine i kilku innych. Wkrótce wybieram się do TU NAZWA LOKALIZACJI, aby opisać najlepsze hotele, restauracje i atrakcje dla naszych czytelników. Czy byliby Państwo na tyle mili, aby zaoferować mi darmowy pobyt na okres 2-3 nocy, abym mógł zapoznać się z Państwa hotelem i jego okolicą? Jeśli mają Państwo jakieś pytania, bardzo proszę o kontakt.

Pozdrawiam,

Marek Dziki


Do tak przygotowanego e-maila, dołączałem list z The Washington Chronicles i plik z linkami do różnych publikacji głównie w polskich mediach jako, że Polska to mój główny rynek. Kuala Lumpur było ciężkie. Wysłałem chyba około 100 e-maili. Otrzymałem kilka odpowiedzi odrzucających moją prośbę. Większość hoteli mnie zignorowała. Biresz, menadżer ds. sprzedaży i marketingu w hotelu Anjali okazał się być pozytywnym wyjątkiem. Wymieniliśmy kilka wiadomości, w których do perfekcji praktykowałem moją sztukę bajerowania. Kilka tygodni później wmaszerowałem na wymrożoną rozkręconymi na maxa klimatyzatorami recepcję hotelu.

Mimo luksusowych komfortów hotelu to była jedna z najcięższych nocy w moim życiu. Byłem wykończony a mimo to nie mogłem usnąć. Raz było mi za gorąco a raz za zimno więc ciągle bawiłem się klimatyzacją. Byłem zbyt podekscytowany by spać i zbyt zmęczony by gdzieś iść.

Zgodnie z przewidywaniami nad ranem czułem się jak gówno. Spałem może ze dwie godziny. Po wypasionym śniadaniu i hektolitrach kawy poprosiłem recepcję, aby zadzwoniła do Biresza.


- Cześć Biresz, tu Marek.

- Cześć, Marek! Świetnie, że dzwonisz. Jak się masz?

- Dobrze, dziękuję. Nadal jestem zmęczony i muszę przestawić sobie w mózgu strefę czasową, bo przyleciałem wczoraj wieczorem, ale w ciągu kilka dni powinienem być pełen energii.

- Świetnie, jak ci się podoba nasz hotel?

- Nie jest źle. Powiem ci szczegółowo co myślę, gdy się spotkamy. Jakie masz plany?

- Mam kilka spotkań w mieście, ale możemy gdzieś wyjść wieczorem. Zjedzmy kolację, a potem przedstawię cię paru ludziom.

- Brzmi dobrze. Do zobaczenia wieczorem!

Następny wpis: 
2. Impreza po muzułmańsku
Poprzedni Wpis: Prolog