explicitClick to confirm you are 18+

8. Lądem do Singapuru

Życie w TropikachJun 29, 2020, 9:11:11 AM
thumb_up4thumb_downmore_vert

Johor Bahru jest ostatnim malajskim miastem po drodze do Singapuru. Na stacji kolejowej do pociągu wchodzi kilku malezyjskich urzędników imigracyjnych. Jedna z pań w ciasno zawiązanej, białej chuście na głowie zapisuje coś w moim paszporcie tuż obok stempla wjazdowego do Malezji sprzed kilku dni. Pociąg rusza dalej, aby zatrzymać się po kilku minutach w Woodlands Train Checkpoint na kontrolę po singapurskiej stronie.

Pasażerowie zostają poproszeni o opuszczenie pociągu wraz z bagażami i udanie się do kontroli granicznej. Urzędnicy imigracyjni kilkukrotnie podają sobie mój paszport z ręki do ręki robiąc przy tym miny jakbym przyjechał co najmniej z księżyca. Zastanawiają się głośno czy wbić mi pieczątkę na 15 czy 90 dni. Próba tłumaczenia, że przyjechałem i tak tylko na trzy dni, więc wszystko mi jedno jaką dostanę pieczątkę zdaje się nie mieć wpływu na ich decyzje, gdyż przekraczam granicę z pozwoleniem na trzymiesięczny pobyt w tym państwie-mieście.

Po prześwietleniu bagaży wracam do wagonu, który dyskretnie opuszczają urzędnicy z psami wyszkolonymi do tropienia narkotyków. Za ich przemyt  zarówno w Malezji jak i Singapurze grozi kara śmierci. W tej samej minucie przypominam sobie, że zostawiłem swój bagaż główny bez opieki na około 3 godziny, gdy klepałem spokojnie w klawiaturę w wagonie jadalnym. Wszystkie historie, które słyszałem o podróżnikach, którym do toreb podrzucono narkotyki niczego mnie nie nauczyły. Na szczęście tym razem obchodzi się bez ofiar i po kilkunastu minutach wysiadam na głównym dworcu kolejowym w Singapurze.

Singapur to miasto o wielu obliczach. Nie miałem pojęcia, że wybrałem hotel w Geylang, który jest tzw. czerwoną dzielnicą miasta. Od wczesnych godzin porannych ulice tętnią życiem w dziesiątkach restauracji, barów i stoisk z jedzeniem serwujących pyszne i pachnące śniadania zarówno turystom jak i mieszkańcom. W nocy życie przenosi się do pubów i dyskotek. Seksownie ubrane Azjatki szturmują ulice w poszukiwaniu klientów. Alfonsi na skuterach oferują dostarczenie dziewczyny do hotelu, co by chętny nie musiał się nachodzić. – Kup jedną, drugą dostaniesz gratis! – zaczepiają. Nigdy nie dowiaduję się czy chodzi o dwie godziny czy dwie dziewczyny.

Zaledwie trzy przystanki super-nowoczesnego metra dalej rozgrywa się zupełnie inny scenariusz. Nowoczesne drapacze chmur tworzą lepszą wersję amerykańskich miast takich jak Nowy Jork, Los Angeles czy Miami. Perfekcyjnie czyste, totalnie poukładane ulice i ruch na nich współdziałają niczym idealna kontrolowana przez państwo maszyna. Za najmniejsze wykroczenie drogowe czy wyrzucenie na ulicę papierka lub wyplucie gumy grożą surowe kary finansowe. Mimo to policji praktycznie nie widać. Prawidłowego ruchu na ulicy pilnują wszędobylskie kamery, a czystości mieszkańcy regularnie zachęcani przez władze do donoszenia na siebie wzajemnie.

Angielski, a raczej jego singapurska odmiana zwana Singielskim jest językiem oficjalnym. Bliskość równika (zaledwie 136 km na południe) powoduje, że upał i wilgotność powietrza są nie do zniesienia. Zauważam, że niektórzy Singapurczycy noszą nawet własne ręczniki do przecierania twarzy z potu co kilka minut. Jakkolwiek dziwnie to brzmi i wygląda, już po pierwszym dniu zaopatruję się we własny ręcznik, z którym nie rozstaję się przez resztę pobytu...

Następny Wpis: 9. Nawiedzony Singapur

Poprzedni Wpis: 7. Nawiedzona Melaka