explicitClick to confirm you are 18+

6. Jak żyć jak gwiazda rocka i za to nie płacić?

Życie w TropikachJun 23, 2020, 5:49:03 AM
thumb_up10thumb_downmore_vert

Podróż elektrycznym pociągiem do Kuala Lumpur znów odbywa się bez przygód. Wysiadam na ostatniej stacji czyli KL Sentral, która staje się bardziej znajoma z każdą kolejną wizytą. Wtapiam się w multikulturowy tłum jakbym mieszkał tu od zawsze, odnajduję stację Monorail i wypełnionym po brzegi pociągiem jadę do KLCC. Stacja jest dokładnie przed niesamowicie oświetlonymi Petronas Towers. Mijam wieże i udaję się w kierunku Miya - pięciogwiazdkowego hotelu, który w odpowiedzi na moją prośbę o inspekcję oferuje mi darmową noc normalnie wartą jakieś 1200 złotych. 


Wiele można by powiedzieć o budynku hotelu z zewnątrz, ale na pewno nie to, że jest interesujący. Prosty blok z szarego betonu z dużą ilością okien. Lobby i recepcja wyglądają lepiej. Utrzymane w nowoczesnym stylu, pełne kwiatów ze sztucznymi wodospadami wnętrze robi na mnie wrażenie. Rejestruję się rozkoszując się podpisaniem rachunku z dużym stemplem “GRATIS” i łapię windę na ósme piętro, gdzie zlokalizowany jest mój pokój. Winda ma dywan z dużym napisem “PIĄTEK”. Od razu ciekawi mnie czy wymieniają go każdego dnia?


Otwieram drzwi kartą i natychmiast się uśmiecham. Pokój jest nowoczesny i dobrze oświetlony. Duże łóżko, świeża biała pościel i trzy czerwone poduszki okupują jego centralną część. Nowe biurko zachęca do pracy albo przynajmniej sprawdzenia poczty. Jasno-kremowa, skórzana sofa umiejscowiona na przeciwko telewizora zachęca do spędzenia na niej z kimś przynajmniej kilkunastu dynamicznych minut. Główną atrakcją jednak jest widok. Jak nie trudno się domyśleć, pokój ma pełen frontowy widok na bliźniacze wieże. Hotel Miya to jeden z tych, który zapadnie mi w pamięć mimo, że planuję spędzić w Azji jeszcze wiele lat. 



Sprawdzam pocztę. Odpisał mi kolejny hotel w Kuala Lumpur co bardzo mi pasuje, bo przyda mi się jeszcze jedna noc w niedalekiej przyszłości. Biorę prysznic w łazience pełnej luster. Niegrzeczna wyobraźnia od razu zastanawia się jakby to było pieprzyć się w tym miejscu. Dzisiaj jednak postanawiam grzecznie pójść spać. 



Budzę się rano i łapię szybkie śniadanie w zatłoczonej hotelowej restauracji. Duża ilość obsługi sprawia, że jakoś to idzie. Zapycham kichy jak świnia uświadamiając sobie, że dobre duże śniadanie da mi energię na cały dzień i nie będę musiał tracić ani czasu ani kasy na jedzenie. Po śniadaniu udaję się na recepcję i proszę o spotkanie z menadżerem ds. Public Relations. 

Ten przychodzi po około dziesięciu minutach. Typowy Malezyjczyk po 30tce o czarnych włosach i oliwkowej karnacji. Wymieniamy wizytówki po azjatycku - trzymając je oburącz niczym drogi skarb i ruszamy na obchód hotelu.



- Jesteś Amerykaninem? - pyta mój gospodarz.

- Nie, jestem z Polski.
- Ale pracujesz dla amerykańskiej gazety?

- Tak, pracuję dla The Washington Chronicles wśród wielu innych.

- Rozumiem. Co dokładnie sprowadza się co Kuala Lumpur?

- Poznaję miasto pod kątem hoteli, restauracji, barów i atrakcji, które można by polecić naszym czytelnikom. 

- Kiedy o nas napiszesz?

- Zamierzam wspomnieć o Was w sekcji poświęconej Kuala Lumpur. Nie mogę dokładnie powiedzieć kiedy ona się dokładnie ukaże. Nie mamy jeszcze rubryki podróżniczej. Jestem jednym z autorów wysłanych w świat, aby przygotować tak wiele dobrych artykułów jak to tylko możliwe żebyśmy mogli taką rubrykę uruchomić.

- Aha, rozumiem. Ilu autorów zaangażowanych jest w projekt?

- Pięciu z tego co wiem. Po jednym na każdym kontynencie. - kłamię.


Prawda jest taka, że nie jestem zatrudniony przez The Washington Chronicles, a gazeta nie miała w planach uruchomienia kolumny podróżniczej. Ale ta historia razem z listem rekomendacyjnym, samodzielnie zrobioną legitymacją prasową i wizytówkami świetnie sprawdzają się w wyłudzaniu gratisów w Azji. Menadżer ds. Public Relations pokazuje mi wszystkie rodzaje pokoi, basen, siłownię, spa i kilka restauracji. Udaję, że jestem zainteresowany tym co mówi. Nie ukrywam jednak, że te nudne wycieczki hotelowe są małą ceną do zapłacenia za darmowe noce warte dziesiątki tysięcy złotych.


Wykwaterowuję się z pokoju i spędzam trochę czasu na recepcji pisząc do hoteli w kolejnych miejscach do których się wybieram. Doświadczenie zaczyna pokazywać, że muszę napisać do ok. 20-30 hoteli w każdej lokalizacji aby dostać 2-3 noce za darmo. Doprawdy ciężka robota.

Łapię Monorail do KL Sentral. Zaskakująco szybko śmigam po mieście niczym tubylec, a KL Sentral w mgnieniu oka staje się moją ulubioną i najczęściej odwiedzaną stacją kolejową na świecie. Kupuję jakieś przekąski i dużą butelkę wody od ulicznego sprzedawcy i wsiadam do pociągu do Tampin.

Skłamałbym pisząc, że podróż pociągiem na tej krótkiej trasie dostarcza niesamowitych wrażeń wizualnych. Nie licząc kilku krótkich postojów na małych stacjach całość można by podsumować mówiąc: “Palmy, cholerne palmy wszędzie.”

Ciąg Dalszy Nastąpi...

Poprzedni Wpis: 5. Czy tak właśnie skończę?