„Syjoniści poza ideą budowy państwa żydowskiego w Palestynie usiłowali realizować także drugi projekt. Miał on polegać na tworzeniu autonomii żydowskich w państwach osiedlenia. Syjoniści próbowali osiągnąć ten cel różnymi drogami. Na początku XX wieku Włodzimierz Żabotyński wystąpił do władz Rosji carskiej z memoriałem domagającym się daleko posuniętej „samorządności żydowskiej” w Królestwie Polskim i na Litwie. Według niego każde żydowskie skupisko na tych ziemiach powinno posiadać swoje władze i inne atrybuty niezależności od władz miejscowych. Fakt realizowania przez środowiska żydowskie akcji antypolskiej już w czasie I wojny światowej budzi dziś zdumienie.   Żyjący wśród naszych przodków przez wiele lat Żydzi pisali: „Uznajemy zasadę samodzielności narodów, wszelako niepodległość Polski byłaby jaskrawym naruszeniem tej idei. (…) Tylko dzięki obcym władzom i innym narodowościom istniała gwarancja, że Polska autonomia nie była niebezpieczna …”. Tą wrogą postawę wobec budzącej się po latach niewoli Polski prezentowali również zagraniczni ziomkowie naszych Żydów. Na przykład apel syjonistów holenderskich zamieszczony 28 kwietnia 1918 roku w „De Joodsche Wachter” zawierał między innymi następującą prośbę: „A do Was, panujący wszystkich państw całej ziemi zwracamy się z żądaniem… Strzeżcie Izraela, nie dopuśćcie do największego nieszczęścia, jakie w dwudziestym wieku nasz naród mogło dosięgnąć: nie dopuśćcie do wolnej Polski, kosztem zniszczonego żydostwa.”   Brak uczuć patriotycznych Żydów w stosunku do Polski widoczny jest nie tylko w apelach, publikacjach czy działaniach dyplomatycznych. Występowali oni również zbrojnie przeciwko naszemu, dopiero co powstającemu wojsku. O takiej sytuacji podczas obrony Lwowa, bezpośrednio po odzyskaniu niepodległości, pisze Jan Krajewski: „Patrole polskie, wysyłane w okolice dzielnicy żydowskiej, były systematycznie ostrzeliwane; w dniu 14 listopada na Zamarstynowie, Żydzi wskazywali Ukraińcom miejsca ukrycia rannych żołnierzy polskich i tych, którzy nie zdołali się wycofać, nie oszczędzając także rodzin, których członkowie walczyli po stronie polskiej. Wielu z nich zamordowano”. Podobnie działo się w zaborze pruskim i na Litwie. W Poznaniu, gdzie liczba Żydów była niewielka, podjęli oni walkę z Polakami po stronie niemieckiej. Karol Rzepecki, pierwszy polski prezydent policji w Poznaniu (ponadto księgarz i wydawca) tak wspominał te czasy: „Niemcy, a nawet Żydzi poczęli strzelać z okien do naszych patroli… Odznaczali się w tym strzelaniu zza płota Żydzi, urzędnicy hakatyści i policjanci…”.   Ireneusz T. Lisiak, „Żydowscy kolaboranci Hitlera”, wydawnictwo Capital, Warszawa 2013, s. 61- 62.

12Upvotes

More from Neda Jovanović

Dziś Jan Emil Skiwski Nie ze wszystkim zgadzam się z panem Skiwskim. Ale tej, kto zna kogoś, z kim się zgadza we wszystkim, niech przyjdzie i powie mi to w twarz! Bo możesz nawet mieć zarzuty do niego, że tam piłsudczyk, że po endecji jedzie, Niemców kocha, ale potem nagle wbija z takim czymś: „W Polsce wszystko jest polityczne: literatura, sztuka, nauka, rozmowy i sny. Niepolityczna jest tylko polityka.” I kurde się zastanawiasz, czy jak i skąd on to wie i zna. I dziękuję pan Skiwski, że w tym jednym zdaniu wytłumaczyłeś pan cały nasz naród. Bo jak prawdę mówisz, to potem musisz ze swojego kraju uciekać, obojętnie, czy w Polsce, czy Ameryce jesteś zarejestrowany. Ja czytałam „To, o czym się nie mówi” jakiś czas temu. I czasem myślałam „kurde, panie, to nie zgadzam się!”, a potem „o kur*wa przecież to jest tak, jak pan pisze tu, ino ja nie umiałam tego w ten sposób ująć prosty!”. I wczoraj sobie poświęciłam popołudnie, aby se przypomnieć i zapisać najważniejsze myśli. Osiem stron mi wyszło i nie wrzucę tego od razu, bo to jest bezcelowe. Jak chce ktoś, to niech mi napisze, to prześlę wszystko, a teraz kilka myśli naszego bohatera: „Zasada wyborów powszechnych zastępuje ilość jakością. Przyjmuje się a priori, że stu durni zawsze będzie miało rację przeciw dwu ludziom inteligentnym, tylko dlatego, że tamtych jest stu, a tych tylko dwu. Ponieważ durni zawsze jest więcej, mają w systemie demokracji liczbowej z reguły zapewnione zwycięstwo. Tu racjonalizm staje w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem. Praktycznie biorą, jest tłumieniem głosu najlepszych. Większość jest zawsze zainteresowana raczej w usunięciu odczuwanych braków niż w wytwarzaniu wartości. O wytwarzaniu wartości myśli tych niewielu, których się określa jako elitę.” „Wystarczy być antydemokratą, by zostać „faszystą”. Dalszy postęp „demokracji” polega na obarczeniu faszyzmu, który w porównaniu z niemieckim narodowym socjalizmem był humanitarny, wszystkimi zbrodniami nazistowskimi. Ta „niedokładność” jest dobrze pomyślana. Przyzwyczaja ludzi do łączenia pojęcia zbrodniczości z myślą antydemokratyczną w ogóle. Nie trzeba mówić o „zbrodniach faszyzmu”, bo sam faszyzm jest zbrodnią.” „Im narody Europy stają się bardziej ahistoryczne – a w tym wyraża się działanie amerykanizacji – tym bardziej spada potencjał obrony Europy. Dylemat: albo Ameryka, albo Sowiety, jest pozorny. Nie ma tu przeciwstawności. Jest współdziałanie. Amerykanizacja prowadzi do sowietyzacji. Tego nie rozumieją Amerykanie, ale to powinni rozumieć Europejczycy, a zwłaszcza Polacy.” „Ssiemy wyschniętą pierś przeszłości. Wciąż opieramy się o Partenon, Colosseum, o Pompeje, o pozostałe tu i ówdzie resztki katedr gotyckich. Krąg ludzi mających dostęp do tej starej skarbnicy jest niezwykle wąski. Są to archeolodzy, historycy sztuki, coraz rzadziej artyści i pisarze. Człowiek „zwykły” karmi się okruchami ich wiedzy wyłapywanymi z obrazkowych magazynów, dobrze jeśli z encyklopedii. Nietrudno sobie wyobrazić, że dalsze trwanie tej posuchy oddali człowieka od świata starej kultury, niezasilanej świeżymi przypływami, niebogaconej dziełami powstającymi w naszych oczach; oddali tak dalece, ze oddziaływanie antyku stanie się samo legendą, której rapsodów ludzkość będzie słuchała z coraz większym roztargnieniem. Nie zdajemy sobie dość jasno sprawy z tej tragicznej okoliczności, że żyjemy w świecie, w którym nic z tego, co powstało za naszej pamięci (i za pamięci naszych ojców, po części dziadów) nie stanie się nigdy z a b y t k i e m. Gdyby los Pompei spotkał dzisiejsze miasto drapaczy chmur, zmiatając przy okazji „cudną” dzielnicę willową tego miasta, byłoby to wydarzenie, ze stanowiska kultury, pozbawione wszelkiego znaczenia. Nikomu by na myśl nie przyszło – i słusznie – zachowywać ocalałe fragmenty. Nikt, prócz materialnie poszkodowanych właścicieli, nie pożałowałby tego, co zginęło, nie wyłączając architektów, którzy kiedyś wznieśli zburzone budowle. Ci by się nawet ucieszyli, gdyż ewentualna odbudowa rokuje słone zarobki. Jedyną konsekwencją katastrofy byłoby uprzątnięcie gruzów.” „Wygnano ze świata mądrość i piękno. Ale nie wprowadzono szczęścia. Prawdopodobnie dlatego, że nie może istnieć bez tamtych.” „W latach okupacji niemieckiej mieliśmy dużo wolnego czasu, który jest przywilejem ubóstwa, i dyskutowaliśmy na temat przyszłej Europy. Grzmiało się na ustroje totalne, ale rykoszetem dostawało się i demokracji. Poszukiwano ideału. Na jednej z tych dyskusji zabrał głos człowiek, który zwykle nie miał wiele do powiedzenia. Dziś wyrzekł słowo prorocze. Zanim przytoczę jego wypowiedź, muszę powiedzieć parę słów o momencie. Nasza dyskusja odbywała się bezpośrednio po głośnym swoją niebywałą, rekordową brutalnością napadzie Gestapo na pewną rodzinę polską podejrzaną o udział w ruchu oporu. Jeden z członków rodziny znajdował się w momencie wtargnięcia siepaczy w ubikacji. Wywalono drzwi i wywleczono go stamtąd, kiedy jeszcze, „nie był gotów”. Nawiązując do tego wypadku, nasz przyjaciel powiedział: „Jakiego ja chcę ustroju? No to ja wam powiem jakiego. Chcę takiego ustroju, żeby mi wolno było u siebie w domu spokojnie się w…”. Naprawdę trudno o postawę mniej imperialistyczną. Interpretacja jest bardzo zacieśniająca, ale w gruncie rzeczy nasz dyskutant trafnie ujął sprawę. Rzeczywiście, czego my chcemy? Chcemy, żeby nam dali święty spokój. I za ten święty spokój gotowiśmy umrzeć w każdej chwili. Tylko że na to, aby mieć święty spokój, trzeba chcieć rzeczy stokrotnie większych i umieć po nie sięgać. Kto chce tylko świętego spokoju, ten nie zazna nigdy – świętego spokoju.” „Chłopski rozum nam potrzebny w polityce, ot co. Może panowie powiedzą, że to narzędzie zbyt prymitywne? Oj, nie. Co to jest chłopski rozum? To jest myślenie od przyczyny do skutku. Zachwalając chłopski rozum, jestem najdalszy od jakichkolwiek tendencji kastowych. Można mieć mitrę w herbie i mieć chłopski rozum i można być jednym z niezliczonych Kowalików i Wójcików z główką, ślicznie umeblowaną mah- jongami. Chłopski rozum wyrósł z chłopskiego życia. Z życia rolnika. To znaczy z życia, w którym każda fuszerka mści się prędko. Z życia, które zmusza do porządnego myślenia.” „Widziałem antyreligijne sowieckie afisze tak ohydne, że nie poważyłbym się powiedzieć o nich czegoś bliższego nawet w formie odległej aluzji. Kto nie wierzył w złego ducha, ten chyba uwierzył, zobaczywszy te okropności. Ale widziałem też rzecz amerykańskiej produkcji niemniej okropną. I to był afisz. Wyobrażał znany wizerunek Serca Jezusowego z wydrukowaną pod spodem reklamą popularnego środka aptecznego. Autor afisza wiedział, co robi. Deptał Boga. Ale ów kupiec amerykański puszczający w obieg bluźnierczą reklamę daleki był na pewno od tak demonicznych intencji. On, przeciwnie, uważał, że człowiek wierzący będzie ujęty tym skojarzeniem lansowanego artykułu aptecznego z wizerunkiem Chrystusa. Musiał tak myśleć, inaczej działałby na swoją szkodę. Musiał być o tym nawet głęboko p r z e k o n a n y. Dalibóg nie wiem, w którym z tych dwóch wypadków zdobył się szatan na grymas potworniejszy. I s t n i e j ą t y l k o d w a w a r i a n t y z a g ł a d y c y w i l i z a c j i z a c h o d n i e j: s o w i e c k i i a m e r y k a ń s k i.” „W Sowietach istnieje żywe poczucie prowadzenia w a l k i o n o w y p o r z ą d e k ś w i a t a. I to narzuca wojenny ład życiu sowieckiemu. Ideę walki o nowy porządek świata zdołano wbić w świadomość mas sowieckich trzydziestoletnią przeszło pracą propagandową. Ta idea stała się sowieckim ABC istnienia, z którym co rana człowiek się budzi i co wieczora zasypia.” Jan Emil Skiwski, „To, o czym się nie mówi. Szkice polityczne z lat 1946- 1956”, wydawnictwo LTW, Łomianki 2014, s. 21- 22, 29- 30, 93, 120, 182, 189, 200, 236, 254, 272.

328 views ·

PAUL LAFARGUE - „PRAWO DO LENISTWA” Ostatni dzień z Lafargiem dziś. Otwieram ruskiego sikacza i lecimy z tematem! D O D A T E K (streszczenie)   Lafargue pisze, iż mimo że nasi moraliści stworzyli dogmat pracy, nie są pewni jego skuteczności, ponieważ powątpiewają, czy jest on w stanie rozweselić umysł, czy uśmierzyć niepokój ducha. Najpierw chcą wypróbować dogmat pracy na motłochu, a dopiero potem na kapitalistach. I potem przytacza dzieła starożytnych, aby pokazać, że kiedyś to było (w sensie, że wtedy się spełniał niby jego mokry sen). Pisze o Herodocie i zakazie uprawiania rzemiosł, który przejęli Grecy z nie wiadomo kąd. Następnie przytacza Ateny, gdzie „pracą” obywateli tego miasta miała być tylko obrona ojczyzny i zarządzanie polis. Całą robotę zrzucili na niewolników. (Bo jednak mimo wszystko ktoś jednak, okazuje się, musi pracować).   „Rzymianie uważali jedynie dwa zajęcia za wolne i szlachetne: pracę na roli i służbę wojskową. Według prawa wszyscy obywatele utrzymywani byli na koszt państwa. W ten sposób byli zwolnieni od utrzymywania się z jakichkolwiek sordidae artes (sztuk hańbiących – tak nazywali rzemiosła), które prawo nakładało na niewolników. Brutus starszy, chcąc wywołać powstanie ludowe, oskarżył tyrana Tarkwiniusza o to głównie, że z wolnych obywateli uczynił rzemieślników i murarzy.”   Dalej u Oskarka znajdziemy, że filozofowie starożytni mieli pracę w pogardzie. Przytacza Platona i „Państwo”, bo tam on pisał, że „natura nie stworzyła ani szewców, ani kowali; podobne zajęcia poniżają tych, którzy się im oddają. Ci wzgardzeni najmici, bezdomni nędzarze, pozbawieni są praw politycznych. Co się zaś tyczy kupców, nawykłych do łgarstw i oszustw, będzie się ich znosiło w państwie jako zło konieczne. Obywatel, który zhańbi się kramarstwem, będzie ścigany za to przestępstwo. Jeśli wina jego zostanie udowodniona, skazany zostanie na rok więzienia. Przy każdej recydywie kara zostanie podwojona.”   Potem Ksenofonta, który pisał, że ludziom, którzy pracują fizycznie nie powinno się dawać pracy urzędowej, bo przez to, że pracują ciężko, to się to odbija na ich ciele i umyśle.   Następnie Cycero: „Czyż cokolwiek godnego może wyjść z kramu? Czyż handel może wytworzyć cokolwiek uczciwego? Wszystko, co zwie się kramem, nie jest godne uczciwego człowieka ... Kupiec nie uzyska niczego, nie skłamawszy, a cóż jest bardziej hańbiącego nad kłamstwo? A więc na zajęcia tych, którzy sprzedają swą pracę, swe zdolności, należy spoglądać jak na coś poniżającego, hańbiącego; ten bowiem, kto sprzedaje swą pracę za pieniądze, sprzedaje samego siebie i zniża się do rzędu niewolników”.   Lafargue dalej twierdzi, że „obywatel, sprzedający swą pracę za pieniądze, zniża się do rzędu niewolników, popełnia przestępstwo zasługujące na więzienie.”   Że dlatego ci filozofowie starożytni tak pisali, bo nie było wtedy chrześcijaństwa i kapitalizmu, który mąci i sprawia, że ludzie nie mogą oddać się przyjemnościom czasu wolnego. Lecz wtem, ogarnia, że jednak jest jedna bardzo ważna kwestia, bo przecież ktoś jednak musiał pracować, chociażby aby ci starożytni filozofowie mogli się obuć i ubrać:   „Panowie Bastiat, Dupanloup, Beaulieu i spółka od chrześcijańskiej i kapitalistycznej moralności mogą odpowiedzieć, że myśliciele ci i filozofowie uznawali jednak niewolnictwo. To prawda, ale czyż w ekonomicznych i politycznych warunkach ówczesnych mogło być inaczej? Normalnym stanem starożytnych społeczeństw była wojna, wolny człowiek musiał cały swój czas poświęcić obronie swego państwa lub zarządzaniu sprawami publicznymi. Rzemiosła były wówczas jeszcze zbyt prymitywne i nierozwinięte, by praktykując je można było wypełniać obowiązek żołnierza i obywatela. Filozofowie i prawodawcy byli zmuszeni tolerować niewolnictwo, jeśli chcieli, by ich bohaterskie republiki posiadały wojowników i obywateli.”   I potem znów, że dzisiejsza praca najemna to współczesne niewolnictwo. I to niewolnictwo wolny czas daje Rotschildom, czy Alphonses’om i innym ludziom bezużytecznym.   I teraz fragment o tym, że maszyny będą wszystko robić, a człowiek se będzie zbijał bąki:   „Pisano z lekceważeniem, że „Pitagoras i Arystoteles ulegali przesądom niewolnictwa”. A tymczasem Arystoteles marzył, że „gdyby tak każde narzędzie mogło samo pełnić swą czynność na rozkaz, czy też z własnej woli, podobnie jak posągi Dedala poruszały się same albo jak trójnogi Hefajstosa z własnego natchnienia pełniły świętą służbę, gdyby tak czółenka tkackie same tkały, majster obchodziłby się bez czeladników, a pan bez niewolników”. Marzenia Arystotelesa urzeczywistniły się. Nasze maszyny, o ognistym oddechu, o niestrudzonych stalowych członkach, o wspaniałej niewyczerpanej płodności, same posłusznie wypełniają swą świętą pracę. A jednak wszyscy filozofowie kapitalizmu głoszą konieczność pracy najemnej, najokrutniejszej formy niewolnictwa. Nie zrozumieli jeszcze, że maszyna jest wybawicielką ludzkości, bogiem, który wyzwoli człowieka z sordidae artes i z pracy najemnej, który obdarzy ludzkość swobodnym czasem i wolnością.”   I to by było na tyle.

295 views ·

PAUL LAFARGUE - „PRAWO DO LENISTWA” R O Z D Z I A Ł IV NOWE PIOSENKI DO NOWEJ MUZYKI (napółstreszczenie) Ten rozdział jest myślę, szczególny. Dlatego większość jest tu oryginalnego tekstu (ale NIE jest DŁUGO). Troszkę tam odjęłam mniej ważnego, aby nie męczyło oczu i aby nie tracić czasu. Jazda!   „Tak jak przez skrócenie dnia roboczego uzyskamy zwiększenie sił produkcyjnych, tak przez skłonienie robotników do spożywania produktów ich trudu powiększymy armię ludzi pracy. Burżuazja nie będzie już wtedy musiała być ogólnym konsumentem i zwolni tych wszystkich, których oderwała od użytecznej pracy i którzy jej pomagali w spożywaniu i bezczynnym spędzaniu czasu.”   „Nastąpi wówczas przesycenie rynku siłą roboczą. Potrzebne będą żelazne prawa, zabraniające pracy. Olbrzymia rzesza ludzi, dotychczas nie zatrudnionych w pracy produkcyjnej, nie będzie mogła znaleźć pracy. Trzeba będzie także pomyśleć o tych wszystkich, którzy troszczyli się o zaspokojenie potrzeb oraz błahych i rujnujących kaprysów burżuazji. Gdy zbyteczne będą galony do lokajskich liberii i mundurów generalskich, gdy zbyteczne będą koronki do eleganckich strojów zamężnych i niezamężnych prostytutek, gdy już nie trzeba będzie więcej odlewać armat, budować pałaców, wówczas trzeba będzie przy pomocy surowych praw zmusić robotnice i robotników fabryk pasmanterii i koronek, broni i materiałów budowlanych do uprawiania sportów i ćwiczeń fizycznych, by mogli odzyskać utracone zdrowie i udoskonalić rasę. Gdy skończy się wywóz towarów europejskich na koniec świata, ponieważ będą one spożywane we własnym kraju, wówczas i marynarze, tragarze, transportowcy będą mogli zażywać wczasów i lenistwa. Szczęśliwi zaś mieszkańcy Wysp Polinezyjskich będą mogli oddawać się wolnej miłości, nie obawiając się złośliwych cięgów cywilizowanej Wenery i kazań o moralności europejskiej.”   „I jeszcze coś. Aby zatrudnić wszystkich próżniaków współczesnego społeczeństwa, by wpływać na ciągły rozwój techniki przemysłowej, klasa robotnicza, tak jak poprzednio burżuazja, będzie zmuszona zadać gwałt swym upodobaniom do ascetycznego życia i rozwinąć swe zdolności konsumpcyjne. Zamiast zjadać dziennie – w najlepszym wypadku – małą porcyjkę twardego mięsa, robotnicy będą spożywać soczyste, potężne befsztyki. Zamiast popijać liche, wodniste wino, będą wysuszać pełne szklanice nie ochrzczonego wina z Bordeaux i Burgundii; wodę zaś pić będą zwierzęta.”   „Proletariat uroił sobie, że trzeba zmusić kapitalistów, by i oni z kolei pracowali po dziesięć godzin dziennie w hutach żelaza i cukrowniach. Ale to właśnie jest poważnym błędem, przyczyną antagonizmów społecznych i wojen domowych. Trzeba będzie zabraniać pracy, a nie skłaniać do niej. Zmusi się Rothschildów i Sayów, by przedstawili dowody, że w ciągu całego swego życia byli idealnymi nierobami, i dopiero wtedy, gdy złożą przysięgę, że nadal tak będzie, mimo ogólnego zapału do pracy, zostaną zarejestrowani i otrzymywać będą w swoich merostwach dwudziestofrankowe monety na drobne wydatki. I wtedy dopiero zniknie niezgoda społeczna. Kapitaliści, rentierzy pierwsi przystąpią do partii ludowej, gdy stanie się dla nich oczywiste, że lud nie zamierza wyrządzić im krzywdy, lecz przeciwnie, pragnie wyzwolić ich z trudów nadmiernego spożywania i bezczynności, trapiących ich od urodzenia. Tym zaś burżujom, którzy nie będą mogli wykazać się próżniactwem, pozwoli się zaspokoić instynkty – jest sporo nieprzyjemnych zajęć, które można im powierzyć. I tak Dufaure będzie czyścić ustępy publiczne; Galliffet myć będzie brudne świnie i parszywe konie; członkowie Komisji Ułaskawień zostaną wysłani do Poissy i stemplować będą woły i barany, przeznaczone na rzeź; senatorom, którzy chętnie brali udział w uroczystościach pogrzebowych, powierzy się misję grabarzy. Innych zatrudni się przy pracach odpowiadających ich zdolnościom umysłowym. Lorgeril i Broglie będą korkowali butelki szampana, ale podczas wykonywania tej czynności będą mieli nałożone kagańce, żeby się nie upili. Ferry'ego, Freycineta i Tirarda przeznaczy się do oczyszczenia ministerstw i innych knajp publicznych z pcheł i wszelkiego robactwa. Jak najdalej zaś usunie się panów burżujów od pieniędzy publicznych, biorąc pod uwagę ich złe przyzwyczajenia.”   „Natomiast okrutna i długotrwała zemsta spadnie na moralistów, którzy zdegenerowali naturę ludzką, na „świętoszków, obłudników, bigotów, hipokrytów i innych tym podobnych gadów, którzy przystroili się w maski, aby świat ołgiwać. Każą bowiem wierzyć pospólstwu, iż jeno zatopieni są w kontemplacji a nabożeństwie, w postach a umartwieniach pożądliwości cielesnych, tak iż ledwo utrzymują przy życiu swoją mizerną egzystencję, a tymczasem zgoła przeciwnie, żyją sobie bardzo tłusto, folgują sobie, sam Bóg wie jak, et Curios simulant, sed Bacchanalia vivunt . Możecie to wyczytać wielkimi literami i z kolorowym inicjałem na ich czerwonych facjatach i spasłych brzuchach, chyba że kurują siarką swoje wielebne france” .   „W czasie wielkich świąt ludowych – zamiast połykać kurz jak podczas burżuazyjnych świąt 14 lipca i 15 sierpnia – komuniści i kolektywiści będą raczyć się mięsiwem, wychylać kielichy, członkowie zaś Akademii Nauk Moralnych i Politycznych w długich lub krótkich szatach, kapłani wszelkich religii: ekonomicznej, katolickiej, protestanckiej, żydowskiej, pozytywistycznej i wolnomyślnej; apostołowie maltuzjanizmu, odziani w żółte szaty kaznodzieje chrześcijańskiej, altruistycznej, niezależnej i zależnej moralności – zmuszeni będą, przypalając sobie palce, trzymać świece. Ci wszyscy moraliści, patrząc na pełne werwy kobiety i stoły, zastawione potrawami, owocami i kwiatami, umierać będą z głodu, a usychać z pragnienia przy odszpuntowanych beczkach wina. Cztery razy do roku przy zmianie pór będą musieli przez dziesięć godzin, jak konie w kieracie, obracać się wkoło i mleć wiatr. Adwokaci i prawodawcy podlegać będą tej samej karze.”   „W ustroju lenistwa, aby zabić czas, który nas powoli zabija, bez przerwy odbywać się będą zabawy i widowiska teatralne – akurat stosowna działalność dla prawodawców. Zorganizowani w zespoły teatralne, wędrować będą po wsiach i jarmarkach, wystawiając prawodawcze widowiska. Generałowie w epoletach i butach z ostrogami, z orderami i krzyżem Legii Honorowej na piersiach chodzić będą po ulicach i placach zwołując gapiów. (…) W budzie jarmarcznej widowisko rozpocznie się przedstawieniem Farsy wyborczej. Przed wyborcami o drewnianych głowach i oślich uszach staną burżuazyjni kandydaci, przebrani w stroje pajaców, i odtańczą taniec swobód politycznych. Ze łzami w oczach będą mówić o niedoli ludu i potężnym głosem sławić będą bohaterstwo mężnej Francji; przy tym programami wyborczymi, pełnymi różnorakich obietnic, wycierać będą prawą i lewą stronę swego oblicza. A wyborcy, ogłupieni, poważnie wtórować będą oślim chórem: hi han, hi han! Następnie wystawiona zostanie wielka sztuka pod tytułem Grabież dóbr narodowych.”   Lafargue opisuje tę sztukę, ale myślę że nie jest to istotne w tym streszczeniu. Można doczytać w jego pracy.   „Gdy klasa robotnicza wyrwie ze swego serca namiętność do pracy i powstanie w całej swej potędze, to nie po to, aby ogłosić Prawa człowieka, które są w rzeczywistości prawami eksploatacji kapitalistycznej, nie po to, by ogłosić Prawo do pracy, będące w rzeczywistości prawem do nędzy, lecz po to, by ukuć żelazne prawo, zakazujące ludziom pracować dłużej niż trzy godziny na dobę. I wtedy stara ziemia zadrży z radości i poczuje budzące się w niej nowe życie... Ale jak żądać od proletariatu, zdeprawowanego moralnością kapitalistyczną, takiej męskiej decyzji...”   „Na wzór Chrystusa, uosabiającego niedolę starożytnych niewolników, proletariat żmudnie wspina się od wieku na Golgotę nędzy. Od stu lat przymusowa praca łamie jego kości, torturuje ciało, niszczy nerwy. Od stu lat głód tarmosi jego wnętrzności i powoduje halucynacje. O lenistwo, zmiłuj się nad naszą tak długo trwającą niedolą! O lenistwo! Matko sztuk pięknych i szlachetnych cnót, bądź balsamem dla cierpiącej ludzkości!”

196 views ·

More from Neda Jovanović

Dziś Jan Emil Skiwski Nie ze wszystkim zgadzam się z panem Skiwskim. Ale tej, kto zna kogoś, z kim się zgadza we wszystkim, niech przyjdzie i powie mi to w twarz! Bo możesz nawet mieć zarzuty do niego, że tam piłsudczyk, że po endecji jedzie, Niemców kocha, ale potem nagle wbija z takim czymś: „W Polsce wszystko jest polityczne: literatura, sztuka, nauka, rozmowy i sny. Niepolityczna jest tylko polityka.” I kurde się zastanawiasz, czy jak i skąd on to wie i zna. I dziękuję pan Skiwski, że w tym jednym zdaniu wytłumaczyłeś pan cały nasz naród. Bo jak prawdę mówisz, to potem musisz ze swojego kraju uciekać, obojętnie, czy w Polsce, czy Ameryce jesteś zarejestrowany. Ja czytałam „To, o czym się nie mówi” jakiś czas temu. I czasem myślałam „kurde, panie, to nie zgadzam się!”, a potem „o kur*wa przecież to jest tak, jak pan pisze tu, ino ja nie umiałam tego w ten sposób ująć prosty!”. I wczoraj sobie poświęciłam popołudnie, aby se przypomnieć i zapisać najważniejsze myśli. Osiem stron mi wyszło i nie wrzucę tego od razu, bo to jest bezcelowe. Jak chce ktoś, to niech mi napisze, to prześlę wszystko, a teraz kilka myśli naszego bohatera: „Zasada wyborów powszechnych zastępuje ilość jakością. Przyjmuje się a priori, że stu durni zawsze będzie miało rację przeciw dwu ludziom inteligentnym, tylko dlatego, że tamtych jest stu, a tych tylko dwu. Ponieważ durni zawsze jest więcej, mają w systemie demokracji liczbowej z reguły zapewnione zwycięstwo. Tu racjonalizm staje w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem. Praktycznie biorą, jest tłumieniem głosu najlepszych. Większość jest zawsze zainteresowana raczej w usunięciu odczuwanych braków niż w wytwarzaniu wartości. O wytwarzaniu wartości myśli tych niewielu, których się określa jako elitę.” „Wystarczy być antydemokratą, by zostać „faszystą”. Dalszy postęp „demokracji” polega na obarczeniu faszyzmu, który w porównaniu z niemieckim narodowym socjalizmem był humanitarny, wszystkimi zbrodniami nazistowskimi. Ta „niedokładność” jest dobrze pomyślana. Przyzwyczaja ludzi do łączenia pojęcia zbrodniczości z myślą antydemokratyczną w ogóle. Nie trzeba mówić o „zbrodniach faszyzmu”, bo sam faszyzm jest zbrodnią.” „Im narody Europy stają się bardziej ahistoryczne – a w tym wyraża się działanie amerykanizacji – tym bardziej spada potencjał obrony Europy. Dylemat: albo Ameryka, albo Sowiety, jest pozorny. Nie ma tu przeciwstawności. Jest współdziałanie. Amerykanizacja prowadzi do sowietyzacji. Tego nie rozumieją Amerykanie, ale to powinni rozumieć Europejczycy, a zwłaszcza Polacy.” „Ssiemy wyschniętą pierś przeszłości. Wciąż opieramy się o Partenon, Colosseum, o Pompeje, o pozostałe tu i ówdzie resztki katedr gotyckich. Krąg ludzi mających dostęp do tej starej skarbnicy jest niezwykle wąski. Są to archeolodzy, historycy sztuki, coraz rzadziej artyści i pisarze. Człowiek „zwykły” karmi się okruchami ich wiedzy wyłapywanymi z obrazkowych magazynów, dobrze jeśli z encyklopedii. Nietrudno sobie wyobrazić, że dalsze trwanie tej posuchy oddali człowieka od świata starej kultury, niezasilanej świeżymi przypływami, niebogaconej dziełami powstającymi w naszych oczach; oddali tak dalece, ze oddziaływanie antyku stanie się samo legendą, której rapsodów ludzkość będzie słuchała z coraz większym roztargnieniem. Nie zdajemy sobie dość jasno sprawy z tej tragicznej okoliczności, że żyjemy w świecie, w którym nic z tego, co powstało za naszej pamięci (i za pamięci naszych ojców, po części dziadów) nie stanie się nigdy z a b y t k i e m. Gdyby los Pompei spotkał dzisiejsze miasto drapaczy chmur, zmiatając przy okazji „cudną” dzielnicę willową tego miasta, byłoby to wydarzenie, ze stanowiska kultury, pozbawione wszelkiego znaczenia. Nikomu by na myśl nie przyszło – i słusznie – zachowywać ocalałe fragmenty. Nikt, prócz materialnie poszkodowanych właścicieli, nie pożałowałby tego, co zginęło, nie wyłączając architektów, którzy kiedyś wznieśli zburzone budowle. Ci by się nawet ucieszyli, gdyż ewentualna odbudowa rokuje słone zarobki. Jedyną konsekwencją katastrofy byłoby uprzątnięcie gruzów.” „Wygnano ze świata mądrość i piękno. Ale nie wprowadzono szczęścia. Prawdopodobnie dlatego, że nie może istnieć bez tamtych.” „W latach okupacji niemieckiej mieliśmy dużo wolnego czasu, który jest przywilejem ubóstwa, i dyskutowaliśmy na temat przyszłej Europy. Grzmiało się na ustroje totalne, ale rykoszetem dostawało się i demokracji. Poszukiwano ideału. Na jednej z tych dyskusji zabrał głos człowiek, który zwykle nie miał wiele do powiedzenia. Dziś wyrzekł słowo prorocze. Zanim przytoczę jego wypowiedź, muszę powiedzieć parę słów o momencie. Nasza dyskusja odbywała się bezpośrednio po głośnym swoją niebywałą, rekordową brutalnością napadzie Gestapo na pewną rodzinę polską podejrzaną o udział w ruchu oporu. Jeden z członków rodziny znajdował się w momencie wtargnięcia siepaczy w ubikacji. Wywalono drzwi i wywleczono go stamtąd, kiedy jeszcze, „nie był gotów”. Nawiązując do tego wypadku, nasz przyjaciel powiedział: „Jakiego ja chcę ustroju? No to ja wam powiem jakiego. Chcę takiego ustroju, żeby mi wolno było u siebie w domu spokojnie się w…”. Naprawdę trudno o postawę mniej imperialistyczną. Interpretacja jest bardzo zacieśniająca, ale w gruncie rzeczy nasz dyskutant trafnie ujął sprawę. Rzeczywiście, czego my chcemy? Chcemy, żeby nam dali święty spokój. I za ten święty spokój gotowiśmy umrzeć w każdej chwili. Tylko że na to, aby mieć święty spokój, trzeba chcieć rzeczy stokrotnie większych i umieć po nie sięgać. Kto chce tylko świętego spokoju, ten nie zazna nigdy – świętego spokoju.” „Chłopski rozum nam potrzebny w polityce, ot co. Może panowie powiedzą, że to narzędzie zbyt prymitywne? Oj, nie. Co to jest chłopski rozum? To jest myślenie od przyczyny do skutku. Zachwalając chłopski rozum, jestem najdalszy od jakichkolwiek tendencji kastowych. Można mieć mitrę w herbie i mieć chłopski rozum i można być jednym z niezliczonych Kowalików i Wójcików z główką, ślicznie umeblowaną mah- jongami. Chłopski rozum wyrósł z chłopskiego życia. Z życia rolnika. To znaczy z życia, w którym każda fuszerka mści się prędko. Z życia, które zmusza do porządnego myślenia.” „Widziałem antyreligijne sowieckie afisze tak ohydne, że nie poważyłbym się powiedzieć o nich czegoś bliższego nawet w formie odległej aluzji. Kto nie wierzył w złego ducha, ten chyba uwierzył, zobaczywszy te okropności. Ale widziałem też rzecz amerykańskiej produkcji niemniej okropną. I to był afisz. Wyobrażał znany wizerunek Serca Jezusowego z wydrukowaną pod spodem reklamą popularnego środka aptecznego. Autor afisza wiedział, co robi. Deptał Boga. Ale ów kupiec amerykański puszczający w obieg bluźnierczą reklamę daleki był na pewno od tak demonicznych intencji. On, przeciwnie, uważał, że człowiek wierzący będzie ujęty tym skojarzeniem lansowanego artykułu aptecznego z wizerunkiem Chrystusa. Musiał tak myśleć, inaczej działałby na swoją szkodę. Musiał być o tym nawet głęboko p r z e k o n a n y. Dalibóg nie wiem, w którym z tych dwóch wypadków zdobył się szatan na grymas potworniejszy. I s t n i e j ą t y l k o d w a w a r i a n t y z a g ł a d y c y w i l i z a c j i z a c h o d n i e j: s o w i e c k i i a m e r y k a ń s k i.” „W Sowietach istnieje żywe poczucie prowadzenia w a l k i o n o w y p o r z ą d e k ś w i a t a. I to narzuca wojenny ład życiu sowieckiemu. Ideę walki o nowy porządek świata zdołano wbić w świadomość mas sowieckich trzydziestoletnią przeszło pracą propagandową. Ta idea stała się sowieckim ABC istnienia, z którym co rana człowiek się budzi i co wieczora zasypia.” Jan Emil Skiwski, „To, o czym się nie mówi. Szkice polityczne z lat 1946- 1956”, wydawnictwo LTW, Łomianki 2014, s. 21- 22, 29- 30, 93, 120, 182, 189, 200, 236, 254, 272.

328 views ·

PAUL LAFARGUE - „PRAWO DO LENISTWA” Ostatni dzień z Lafargiem dziś. Otwieram ruskiego sikacza i lecimy z tematem! D O D A T E K (streszczenie)   Lafargue pisze, iż mimo że nasi moraliści stworzyli dogmat pracy, nie są pewni jego skuteczności, ponieważ powątpiewają, czy jest on w stanie rozweselić umysł, czy uśmierzyć niepokój ducha. Najpierw chcą wypróbować dogmat pracy na motłochu, a dopiero potem na kapitalistach. I potem przytacza dzieła starożytnych, aby pokazać, że kiedyś to było (w sensie, że wtedy się spełniał niby jego mokry sen). Pisze o Herodocie i zakazie uprawiania rzemiosł, który przejęli Grecy z nie wiadomo kąd. Następnie przytacza Ateny, gdzie „pracą” obywateli tego miasta miała być tylko obrona ojczyzny i zarządzanie polis. Całą robotę zrzucili na niewolników. (Bo jednak mimo wszystko ktoś jednak, okazuje się, musi pracować).   „Rzymianie uważali jedynie dwa zajęcia za wolne i szlachetne: pracę na roli i służbę wojskową. Według prawa wszyscy obywatele utrzymywani byli na koszt państwa. W ten sposób byli zwolnieni od utrzymywania się z jakichkolwiek sordidae artes (sztuk hańbiących – tak nazywali rzemiosła), które prawo nakładało na niewolników. Brutus starszy, chcąc wywołać powstanie ludowe, oskarżył tyrana Tarkwiniusza o to głównie, że z wolnych obywateli uczynił rzemieślników i murarzy.”   Dalej u Oskarka znajdziemy, że filozofowie starożytni mieli pracę w pogardzie. Przytacza Platona i „Państwo”, bo tam on pisał, że „natura nie stworzyła ani szewców, ani kowali; podobne zajęcia poniżają tych, którzy się im oddają. Ci wzgardzeni najmici, bezdomni nędzarze, pozbawieni są praw politycznych. Co się zaś tyczy kupców, nawykłych do łgarstw i oszustw, będzie się ich znosiło w państwie jako zło konieczne. Obywatel, który zhańbi się kramarstwem, będzie ścigany za to przestępstwo. Jeśli wina jego zostanie udowodniona, skazany zostanie na rok więzienia. Przy każdej recydywie kara zostanie podwojona.”   Potem Ksenofonta, który pisał, że ludziom, którzy pracują fizycznie nie powinno się dawać pracy urzędowej, bo przez to, że pracują ciężko, to się to odbija na ich ciele i umyśle.   Następnie Cycero: „Czyż cokolwiek godnego może wyjść z kramu? Czyż handel może wytworzyć cokolwiek uczciwego? Wszystko, co zwie się kramem, nie jest godne uczciwego człowieka ... Kupiec nie uzyska niczego, nie skłamawszy, a cóż jest bardziej hańbiącego nad kłamstwo? A więc na zajęcia tych, którzy sprzedają swą pracę, swe zdolności, należy spoglądać jak na coś poniżającego, hańbiącego; ten bowiem, kto sprzedaje swą pracę za pieniądze, sprzedaje samego siebie i zniża się do rzędu niewolników”.   Lafargue dalej twierdzi, że „obywatel, sprzedający swą pracę za pieniądze, zniża się do rzędu niewolników, popełnia przestępstwo zasługujące na więzienie.”   Że dlatego ci filozofowie starożytni tak pisali, bo nie było wtedy chrześcijaństwa i kapitalizmu, który mąci i sprawia, że ludzie nie mogą oddać się przyjemnościom czasu wolnego. Lecz wtem, ogarnia, że jednak jest jedna bardzo ważna kwestia, bo przecież ktoś jednak musiał pracować, chociażby aby ci starożytni filozofowie mogli się obuć i ubrać:   „Panowie Bastiat, Dupanloup, Beaulieu i spółka od chrześcijańskiej i kapitalistycznej moralności mogą odpowiedzieć, że myśliciele ci i filozofowie uznawali jednak niewolnictwo. To prawda, ale czyż w ekonomicznych i politycznych warunkach ówczesnych mogło być inaczej? Normalnym stanem starożytnych społeczeństw była wojna, wolny człowiek musiał cały swój czas poświęcić obronie swego państwa lub zarządzaniu sprawami publicznymi. Rzemiosła były wówczas jeszcze zbyt prymitywne i nierozwinięte, by praktykując je można było wypełniać obowiązek żołnierza i obywatela. Filozofowie i prawodawcy byli zmuszeni tolerować niewolnictwo, jeśli chcieli, by ich bohaterskie republiki posiadały wojowników i obywateli.”   I potem znów, że dzisiejsza praca najemna to współczesne niewolnictwo. I to niewolnictwo wolny czas daje Rotschildom, czy Alphonses’om i innym ludziom bezużytecznym.   I teraz fragment o tym, że maszyny będą wszystko robić, a człowiek se będzie zbijał bąki:   „Pisano z lekceważeniem, że „Pitagoras i Arystoteles ulegali przesądom niewolnictwa”. A tymczasem Arystoteles marzył, że „gdyby tak każde narzędzie mogło samo pełnić swą czynność na rozkaz, czy też z własnej woli, podobnie jak posągi Dedala poruszały się same albo jak trójnogi Hefajstosa z własnego natchnienia pełniły świętą służbę, gdyby tak czółenka tkackie same tkały, majster obchodziłby się bez czeladników, a pan bez niewolników”. Marzenia Arystotelesa urzeczywistniły się. Nasze maszyny, o ognistym oddechu, o niestrudzonych stalowych członkach, o wspaniałej niewyczerpanej płodności, same posłusznie wypełniają swą świętą pracę. A jednak wszyscy filozofowie kapitalizmu głoszą konieczność pracy najemnej, najokrutniejszej formy niewolnictwa. Nie zrozumieli jeszcze, że maszyna jest wybawicielką ludzkości, bogiem, który wyzwoli człowieka z sordidae artes i z pracy najemnej, który obdarzy ludzkość swobodnym czasem i wolnością.”   I to by było na tyle.

295 views ·

PAUL LAFARGUE - „PRAWO DO LENISTWA” R O Z D Z I A Ł IV NOWE PIOSENKI DO NOWEJ MUZYKI (napółstreszczenie) Ten rozdział jest myślę, szczególny. Dlatego większość jest tu oryginalnego tekstu (ale NIE jest DŁUGO). Troszkę tam odjęłam mniej ważnego, aby nie męczyło oczu i aby nie tracić czasu. Jazda!   „Tak jak przez skrócenie dnia roboczego uzyskamy zwiększenie sił produkcyjnych, tak przez skłonienie robotników do spożywania produktów ich trudu powiększymy armię ludzi pracy. Burżuazja nie będzie już wtedy musiała być ogólnym konsumentem i zwolni tych wszystkich, których oderwała od użytecznej pracy i którzy jej pomagali w spożywaniu i bezczynnym spędzaniu czasu.”   „Nastąpi wówczas przesycenie rynku siłą roboczą. Potrzebne będą żelazne prawa, zabraniające pracy. Olbrzymia rzesza ludzi, dotychczas nie zatrudnionych w pracy produkcyjnej, nie będzie mogła znaleźć pracy. Trzeba będzie także pomyśleć o tych wszystkich, którzy troszczyli się o zaspokojenie potrzeb oraz błahych i rujnujących kaprysów burżuazji. Gdy zbyteczne będą galony do lokajskich liberii i mundurów generalskich, gdy zbyteczne będą koronki do eleganckich strojów zamężnych i niezamężnych prostytutek, gdy już nie trzeba będzie więcej odlewać armat, budować pałaców, wówczas trzeba będzie przy pomocy surowych praw zmusić robotnice i robotników fabryk pasmanterii i koronek, broni i materiałów budowlanych do uprawiania sportów i ćwiczeń fizycznych, by mogli odzyskać utracone zdrowie i udoskonalić rasę. Gdy skończy się wywóz towarów europejskich na koniec świata, ponieważ będą one spożywane we własnym kraju, wówczas i marynarze, tragarze, transportowcy będą mogli zażywać wczasów i lenistwa. Szczęśliwi zaś mieszkańcy Wysp Polinezyjskich będą mogli oddawać się wolnej miłości, nie obawiając się złośliwych cięgów cywilizowanej Wenery i kazań o moralności europejskiej.”   „I jeszcze coś. Aby zatrudnić wszystkich próżniaków współczesnego społeczeństwa, by wpływać na ciągły rozwój techniki przemysłowej, klasa robotnicza, tak jak poprzednio burżuazja, będzie zmuszona zadać gwałt swym upodobaniom do ascetycznego życia i rozwinąć swe zdolności konsumpcyjne. Zamiast zjadać dziennie – w najlepszym wypadku – małą porcyjkę twardego mięsa, robotnicy będą spożywać soczyste, potężne befsztyki. Zamiast popijać liche, wodniste wino, będą wysuszać pełne szklanice nie ochrzczonego wina z Bordeaux i Burgundii; wodę zaś pić będą zwierzęta.”   „Proletariat uroił sobie, że trzeba zmusić kapitalistów, by i oni z kolei pracowali po dziesięć godzin dziennie w hutach żelaza i cukrowniach. Ale to właśnie jest poważnym błędem, przyczyną antagonizmów społecznych i wojen domowych. Trzeba będzie zabraniać pracy, a nie skłaniać do niej. Zmusi się Rothschildów i Sayów, by przedstawili dowody, że w ciągu całego swego życia byli idealnymi nierobami, i dopiero wtedy, gdy złożą przysięgę, że nadal tak będzie, mimo ogólnego zapału do pracy, zostaną zarejestrowani i otrzymywać będą w swoich merostwach dwudziestofrankowe monety na drobne wydatki. I wtedy dopiero zniknie niezgoda społeczna. Kapitaliści, rentierzy pierwsi przystąpią do partii ludowej, gdy stanie się dla nich oczywiste, że lud nie zamierza wyrządzić im krzywdy, lecz przeciwnie, pragnie wyzwolić ich z trudów nadmiernego spożywania i bezczynności, trapiących ich od urodzenia. Tym zaś burżujom, którzy nie będą mogli wykazać się próżniactwem, pozwoli się zaspokoić instynkty – jest sporo nieprzyjemnych zajęć, które można im powierzyć. I tak Dufaure będzie czyścić ustępy publiczne; Galliffet myć będzie brudne świnie i parszywe konie; członkowie Komisji Ułaskawień zostaną wysłani do Poissy i stemplować będą woły i barany, przeznaczone na rzeź; senatorom, którzy chętnie brali udział w uroczystościach pogrzebowych, powierzy się misję grabarzy. Innych zatrudni się przy pracach odpowiadających ich zdolnościom umysłowym. Lorgeril i Broglie będą korkowali butelki szampana, ale podczas wykonywania tej czynności będą mieli nałożone kagańce, żeby się nie upili. Ferry'ego, Freycineta i Tirarda przeznaczy się do oczyszczenia ministerstw i innych knajp publicznych z pcheł i wszelkiego robactwa. Jak najdalej zaś usunie się panów burżujów od pieniędzy publicznych, biorąc pod uwagę ich złe przyzwyczajenia.”   „Natomiast okrutna i długotrwała zemsta spadnie na moralistów, którzy zdegenerowali naturę ludzką, na „świętoszków, obłudników, bigotów, hipokrytów i innych tym podobnych gadów, którzy przystroili się w maski, aby świat ołgiwać. Każą bowiem wierzyć pospólstwu, iż jeno zatopieni są w kontemplacji a nabożeństwie, w postach a umartwieniach pożądliwości cielesnych, tak iż ledwo utrzymują przy życiu swoją mizerną egzystencję, a tymczasem zgoła przeciwnie, żyją sobie bardzo tłusto, folgują sobie, sam Bóg wie jak, et Curios simulant, sed Bacchanalia vivunt . Możecie to wyczytać wielkimi literami i z kolorowym inicjałem na ich czerwonych facjatach i spasłych brzuchach, chyba że kurują siarką swoje wielebne france” .   „W czasie wielkich świąt ludowych – zamiast połykać kurz jak podczas burżuazyjnych świąt 14 lipca i 15 sierpnia – komuniści i kolektywiści będą raczyć się mięsiwem, wychylać kielichy, członkowie zaś Akademii Nauk Moralnych i Politycznych w długich lub krótkich szatach, kapłani wszelkich religii: ekonomicznej, katolickiej, protestanckiej, żydowskiej, pozytywistycznej i wolnomyślnej; apostołowie maltuzjanizmu, odziani w żółte szaty kaznodzieje chrześcijańskiej, altruistycznej, niezależnej i zależnej moralności – zmuszeni będą, przypalając sobie palce, trzymać świece. Ci wszyscy moraliści, patrząc na pełne werwy kobiety i stoły, zastawione potrawami, owocami i kwiatami, umierać będą z głodu, a usychać z pragnienia przy odszpuntowanych beczkach wina. Cztery razy do roku przy zmianie pór będą musieli przez dziesięć godzin, jak konie w kieracie, obracać się wkoło i mleć wiatr. Adwokaci i prawodawcy podlegać będą tej samej karze.”   „W ustroju lenistwa, aby zabić czas, który nas powoli zabija, bez przerwy odbywać się będą zabawy i widowiska teatralne – akurat stosowna działalność dla prawodawców. Zorganizowani w zespoły teatralne, wędrować będą po wsiach i jarmarkach, wystawiając prawodawcze widowiska. Generałowie w epoletach i butach z ostrogami, z orderami i krzyżem Legii Honorowej na piersiach chodzić będą po ulicach i placach zwołując gapiów. (…) W budzie jarmarcznej widowisko rozpocznie się przedstawieniem Farsy wyborczej. Przed wyborcami o drewnianych głowach i oślich uszach staną burżuazyjni kandydaci, przebrani w stroje pajaców, i odtańczą taniec swobód politycznych. Ze łzami w oczach będą mówić o niedoli ludu i potężnym głosem sławić będą bohaterstwo mężnej Francji; przy tym programami wyborczymi, pełnymi różnorakich obietnic, wycierać będą prawą i lewą stronę swego oblicza. A wyborcy, ogłupieni, poważnie wtórować będą oślim chórem: hi han, hi han! Następnie wystawiona zostanie wielka sztuka pod tytułem Grabież dóbr narodowych.”   Lafargue opisuje tę sztukę, ale myślę że nie jest to istotne w tym streszczeniu. Można doczytać w jego pracy.   „Gdy klasa robotnicza wyrwie ze swego serca namiętność do pracy i powstanie w całej swej potędze, to nie po to, aby ogłosić Prawa człowieka, które są w rzeczywistości prawami eksploatacji kapitalistycznej, nie po to, by ogłosić Prawo do pracy, będące w rzeczywistości prawem do nędzy, lecz po to, by ukuć żelazne prawo, zakazujące ludziom pracować dłużej niż trzy godziny na dobę. I wtedy stara ziemia zadrży z radości i poczuje budzące się w niej nowe życie... Ale jak żądać od proletariatu, zdeprawowanego moralnością kapitalistyczną, takiej męskiej decyzji...”   „Na wzór Chrystusa, uosabiającego niedolę starożytnych niewolników, proletariat żmudnie wspina się od wieku na Golgotę nędzy. Od stu lat przymusowa praca łamie jego kości, torturuje ciało, niszczy nerwy. Od stu lat głód tarmosi jego wnętrzności i powoduje halucynacje. O lenistwo, zmiłuj się nad naszą tak długo trwającą niedolą! O lenistwo! Matko sztuk pięknych i szlachetnych cnót, bądź balsamem dla cierpiącej ludzkości!”

196 views ·