Dla osoby, która dysponuje wiedzą w jakieś konkretnej dziedzinie (np. orientuje się w meandrach amerykańskiej przestępczości), czytanie "Gazety Wyborczej" jest jak koszmar na jawie. To niemalże mityczny pojedynek z samym sobą: z jednej strony próbujesz powstrzymać torsje, z drugiej - starasz się skupić na treści. Redakcja z Czerskiej postanowiła "dokształcić" swoich biednych, tkwiących w głębokiej ciemnocie, kompletnie niedoinformowanych czytelników w kwestii "prawdziwych" przyczyn zamieszek w Minneapolis. Wszystko byłoby ładnie i pięknie, gdyby nie "pominęli" całego kontekstu. Autor pisze, że rozpierdalanie i podpalanie miasta, atakowanie strażaków, niszczenie prywatnych domów i budynków komunalnych dla miejskiej biedoty (nazwa kodowa dla tych wszystkich czynności to "fala protestów") stanowi bezpośredni rezultat dyskryminacji, rasizmu oraz ignorowania potrzeb mieszkańców przez lokalne władze. O czym pan Maciej Czarnecki nie raczył wspomnieć w swojej copy-paste tyradzie, to fakt, że Minneapolis (jak również stan Minnesota) jest BASTIONEM PROGRESYWNEJ LEWICY OD DEKAD. Począwszy od lat 70. XX wieku rządzą tam albo Demokraci, często mianowani ze skrajnego skrzydła tej partii, albo uważani za umiarkowanie postępowych kandydaci frakcji republikańskiej (3 gubernatorów). Minnesota należy do wąskiego grona historycznie najbardziej lewoskrętnych jurysdykcji w USA, natomiast obszar metropolitalny Minneapolis od roku 1945 do dzisiaj jest nieprzerwanie lewicowy (z jednym krótkim republikańskim epizodem po drodze) - nawet kierownik miejskiego wychodka musi tam być z demokratycznego nadania. Zatem kiedy pan Czarnecki z Houston pisze, że chaos w Minneapolis to rezultat "rasizmu i dyskryminacji", wystawia on fatalną opinię całym pokoleniom progresywnych ideologów, którzy zdominowali stołki we władzach ratusza. Oni odpowiadają też za selekcję i wybór kandydatów na decyzyjne stanowiska w policji. Druga sprawa: fajnie, że pan korespondent przytacza statystyki Murzynów zastrzelonych przez policję. Niefajnie, że wygodnie zamilcza statystyki murzyńskiej przestępczości. No to jedziemy: 🔸 wszystkie ogniska przemocy w Minneapolis koncentrują się w czarnych dzielnicach; 🔸 za ~80 proc. zabójstw z broni palnej w Minneapolis odpowiadają czarni (biali - ledwo 6 proc.); 🔸 czarni odpowiadają również za 85 proc. wszystkich strzelanin bez ofiar śmiertelnych (biali za symboliczne 5 proc.); 🔸 czarni popełniają 75 proc. wszystkich przestępstw z użyciem przemoc w granicach miasta; (Przypominam: mówimy tu wyłącznie o podejrzanych, których rasę rozpoznano; jeżeli świadkowie nie współpracowali z policją z powodu "no snitching code" albo obawy przed atakiem odwetowym, to taki sprawca nigdy nie trafi do raportów.) Dla stanu Minnesota statystyki też są mroczne: 🔸 czarni składają się na 5 proc. populacji; 🔸 popełniają rocznie 55-60 proc. zabójstw; 🔸 odpowiadają za 60-70 proc. rozbojów; Pan Maciej Czarnecki był tak zajęty wypisywaniem słodkich bzdur o "dyskryminacji i rasizmie", że umknęły mu wszystkie powyższe szczegóły. Praca dziennikarza na usługach "Gazety Wyborczej" musi być cholernie trudnym zajęciem, skoro autor nie miał nawet czasu na uzupełnienie podstawowej wiedzy w temacie, o którym tak kategorycznie się wypowiada. Btw, Michael Brown to nie był " niewinny nastolatek" (jak sugeruje pan Czarnecki), ale zbir, który zaatakował sklepikarza i potem próbował odebrać interweniującemu policjantowi służbową broń. I dlatego został odstrzelony. A narracja "hands up, don't shoot" to ordynarne kłamstwo, wykreowane przez media na potrzeby podsycania rasowej nienawiści. LINKI DO ŹRÓDEŁ: Polityka w Minnesocie: http://archive.ph/jQALo#selection-2061.0-2061.24 Statystyki z Minnesoty: https://www.hoplofobia.info/kto-zabija-w-ameryce-1/ Statystyki tylko z Minneapolis: https://www.hoplofobia.info/wp-content/uploads/2015/08/Minneapolis-Victims-Suspects-and-Arrests-2009-2014.pdf O koncentracji zabójstw w Minneapolis: http://archive.ph/qMV5S#selection-507.0-507.38

thumb_up2thumb_downchat_bubble