Na stronach Wirtualnej Polski w dziale "Opinie" pojawił się swego czasu artykuł - http://archive.ph/zJeQS - Kazimierza Turalińskiego, eksperta ds. bezpieczeństwa, krytykujący założenia ustawy o broni zaproponowanej przez Kukiz'15. Oczywiście to jest tylko punkt wyjścia do szerszej refleksji nad sensownością posiadania broni palnej przez ludność cywilną w kontekście niedzielnej masakry w Las Vegas. Turaliński, jak sam o sobie pisze, do niedawna był zwolennikiem liberalizowania przepisów, ale ostatnio mu się odmieniło. Skąd ta nagła wolta - autor zdradza już na starcie: 🔸"Rozsądne centrum [wśród zwolenników broni] to znikomy odsetek. Reszta dzieli się na ludzi nienawidzących Rosjan i gotujących się do wojny partyzanckiej z agresorem ze Wschodu oraz na tych, którzy marzą o pojedynku z islamskimi terrorystami." Krótko mówiąc, Turaliński przestał wspierać pomysł poszerzenia dostępu do broni, bo uprzytomnił sobie, że w środowisku zbyt dużo jest osób, które obawiają się rosyjskiej agresji albo starcia z islamem i w tym celu szkolą siebie, innych oraz propagują kulturę strzelecką w Polsce. No faktycznie - kompletnie nieuzasadnione i irracjonalne obawy, ahistoryczne resentymenty i ogólnie totalny dom wariatów. Gdyby ci sami ludzie argumentowali, że potrzebują broni do odparcia inwazji z kosmosu albo pokonania Godzilli, wtedy ok. Ale żeby dżihad i Ruscy? Kto to widział przejmować się REALNYMI zagrożeniami i wyciągać wnioski z przeszłości. 🔸"Zwolennicy liberalizacji prawa dostępu do broni palnej nawet masakrę w Las Vegas potrafią przedstawić jako argument za powszechnym uzbrojeniem. Na forach internetowych nie brak głosów, że gdyby tylko któraś z ofiar miała pistolet, to bez trudu zastrzeliłaby szaleńca..." Przyznam szczerze, że nie słyszałem takich głosów. Być może gdzieś tam rozbrzmiewają, ale nie w tym rzecz. Najwyraźniej przegapiłem moment, w którym "głosy na forach" stały się kryterium rozstrzygającym przy podejmowaniu decyzji w jakiejkolwiek sprawie. Inny problem z Turalińskim jest taki, że wybiera on sobie wygodnie najbardziej absurdalne (i niszowe) opinie drugiej strony, a następnie robi z nich sedno swojego artykułu. Zbijanie najsłabszych argumentów przeciwnika nie jest niczym chwalebnym - podobnie jak atakowanie chochoła. Powtórzę tu, co wielokrotnie podkreślałem: na tle pozostałych masowych mordów rzeźnia w Las Vegas jest statystyczną anomalią i wyciąganie na podstawie jednego super skrajnego przypadku wniosków o 99 innych - https://www.hoplofobia.info/masowe-mordy-powstrzymane-przez-uzbrojonych-cywilow/ - jest intelektualnie nieuczciwe. Sprawca zabunkrował się na 32. piętrze pokoju hotelowego i grzał do tłumu ludzi na koncercie pełnym fajerwerków z odległości trzech boisk futbolu amerykańskiego. W żadnym momencie trwania masakry nie dało się jej powstrzymać z poziomu gruntu. Paddock zainstalował się w hotelu na wysokim piętrze nie bez przyczyny - pomijając już fakt, że kasyna zabraniają wnoszenia broni, a na imprezach masowych nie wolno posiadać jej przy ciele, generalnie w Nevadzie można swobodnie nosić broń palną w ukryciu i gdyby morderca zaczął strzelać przy ziemi, zostałby szybko rozwalony. A tak załatwił sobie nietykalność i niemal nieograniczony czas. Od pierwszego telefonu alarmowego do neutralizacji strzelca minęły 72 minuty. 🔸"Argumentem często podnoszonym na rzecz skrajnej liberalizacji przepisów bywa anegdota opisująca rzekomą rozmowę reprezentantów III Rzeszy i Szwajcarii, w której na pytanie o to, co zrobiliby Szwajcarzy w razie hitlerowskiej inwazji, pada odpowiedź: każdy z naszych obywateli strzeliłby dwa razy i wojna by się skończyła." Czytałem dwie książki Stephena Halbrooka o Szwajcarii i broni palnej, znam publikacje Richarda Mundaya w tym temacie i muszę przyznać, że nigdy nie spotkałem się z powyższą anegdotą, zwłaszcza że jest to ponoć "często podnoszony argument". Wracamy tu do kwestii selekcji najbardziej kuriozalnych wypowiedzi przeciwnika. 🔸"Tych ostatnich nie przerazili nasi Żołnierze Wyklęci i zostali nad Wisłą aż do 1993 roku." Przywoływanie partyzantki jest trochę strzałem w stopę. Polska ludność cywilna podczas II wś była niemal dokumentnie rozbrojona, a nawet jak coś tam posiadała, to sztucery myśliwskie i garść nabojów. Wśród obrońców Warszawy podczas powstania zaledwie co dziesiąty jego uczestnik dysponował bronią palną. Reszta biegała po mieście jak po średniowiecznym polu bitwy, wyposażona w siekiery, kilofy i łomy (https://www.hoplofobia.info/o-tym-jak-jeden-karabin-ocalil-tysiace-ludzi/). Znowu: argumentowanie przeciw (samo)uzbrajaniu cywilów, bo AK i Żołnierze Wyklęci nie dali rady, jest zwyczajnie słabe. 🔸"Nasyłając cywilów na wroga, godzimy się z ich bezsensowną śmiercią." Nikt nie chce rzucać cywilów na regularne armie wroga. Turaliński miesza w sposób kompletnie nieuzasadniony działania militarne z obroną cywilną. Poza tym wojna to nie tyko wroga armia na froncie, ale także ogólny chaos i bandy szabrowników, przed którymi trzeba się bronić. Jak widać, pobrzmiewają tu echa argumentacji, że "cywile i tak nie mają szans w starciu z profesjonalną armią i czołgami, więc..." No właśnie - więc co? Wojsko ma czołgi, bomby atomowe - ok. A psy mają zęby i silne szczęki. I psy nie mają szans w konfrontacji z ludźmi, natomiast sam fakt, że mogą ugryźć już powoduje, że nie poniewiera się nimi tak jak zwierzętami, które ugryźć nie mogą. Widzieliście kiedyś, żeby jakiś dzieciak podnosił dobermana za uszy? Nie? A królika? Poza tym Polska w starciu z, dajmy na to, Rosją też ma niewielkie szanse. Dlatego postuluję rozbrojenie polskiej armii, a najlepiej od razu przyłączenie Polski do Rosji. 🔸"pierwsze co zrobi hipotetyczny okupant, to zabezpieczy bazy danych i dotrze do posiadaczy legalnej broni, nie posłuży więc ona do konspiracyjnie organizowanego powstania." Wygląda na to, że Turaliński jest cichym przeciwnikiem przymusu rejestrowania broni palnej. Czapki z głów. 🔸"Projekt ustawy poparty przez posłów Kukiz'15 i PiS wyklucza udzielenie pozwolenia na broń palną jedynie osobom karanym i ze zdiagnozowanymi zaburzeniami psychiatrycznymi." Tak jak w Czechach. I w Kanadzie. I w Szwajcarii. I w Finlandii. I pewnie w różnych innych miejscach na Ziemi, o których nie słychać, bo nic się tam strasznego nie dzieje. Ale jak wiadomo, Polska będzie na tej mapie wyjątkiem. Tutaj po raz pierwszy w historii popłynie rzeka krwi z powodu złagodzenia przepisów o broni. 🔸"Co to oznacza? 90 proc. mieszkańców owianego złą sławą Wołomina będzie mogło legalnie nabyć Glocka." Tak, ponieważ dane empiryczne pokazują, że 90 proc. mieszkańców czeskiego Wołomina i kanadyjskiego Wołomina kupuje legalnie Glocki w sklepach. Panie Turaliński, najpierw krytykuje pan zwolenników broni palnej, że fantazjują i sprowadzają dyskusję do absurdu, a pan co robi? Niedorzeczne spekulacje, straszenie Wołominem? Jeszcze tylko brakuje argumentum ad Wild Westum. 🔸"Mam sąsiada furiata." Który w każdej chwili może walnąć ci w łeb łomem albo zasadzić kosę pod żebro. Ale tym się nie będę przejmował. Lepiej męcząco pospekuluję o furiacie kupującym legalnie Glocka. W końcu nie możemy zliberalizować prawa do poziomu czeskiego, bo będzie jak w Las Vegas. 🔸"w myśl projektu ustawy badania psychiatryczne przejdzie bez trudu" "Psychole" generalnie przechodzą badania psychiatryczne bez trudu. I nie mówię tu o godzinnym pseudo-badaniu za 400 zł, ale o wielodniowych sesjach u najlepszych psychiatrów. Jak np. Elliot Rodger. W tej sprawie panuje konsensus i każdy ekspert ds. bezpieczeństwa powinien to wiedzieć: https://www.hoplofobia.info/strzelaniny-w-usa-fiasko-badan-psychiatrycznych/ 🔸"Otóż, uzbrojenie narodu oznacza również łatwe uzbrojenie terrorystów czy zielonych ludzików." Po pierwsze, jakim cudem zliberalizowanie prawa o broni na wzór czeski uzbraja terrorystów? Po drugie, gadanie, że zwykły człowiek ma być rozbrojony i zdany na łaskę służb, zjawiających się na miejscu z godzinnym opóźnieniem, bo powodowani dobrocią i humanitaryzmem politycy wpuścili do Europy dziesiątki tysięcy fanatyków jest... chorą logiką. 🔸"W Europie rzadko dochodzi do zamachów z użyciem broni na rzecz noży i aut, ponieważ jest ona trudno dostępna." No tak, lepiej zostać przejechanym przez ciężarówkę niż zastrzelonym z karabinu. Osobiście wolę terrorystów z karabinami niż tych w ciężarówkach. Są łatwiejsi do zatrzymania. 🔸"Dziś chcemy w Polsce stworzyć środki do zwalczania zagrożenia, które tymi środkami wywołamy" Jak w Czechach? Poza tym jeżeli nie wpuścimy do kraju dżihadystów, to niczego nie wywołamy. Mylisz facet porządek przyczynowy. 🔸"Przeciętna liczba ofiar zamachu z wykorzystaniem noża lub pojazdu (poza Niceą i Berlinem) to kilka ofiar śmiertelnych" Trochę masakr się zgubiło po drodze, ale nie bądźmy zbyt nadgorliwi. I to, że szarża ciężarówką w Sztokholmie zakończyła się 5 ofiarami śmiertelnymi, a nie 55, to nie efekt tego, że ciężarówka zabija mniej skutecznie niż broń, tylko rezultat bohaterskiej postawy ochroniarza pobliskiego sklepu (Santiago Cueva), który przeciął drogę terrorystom i wymusił na nich gwałtowną zmianę kierunku jazdy. To samo było w Berlinie - tam z kolei interweniował Polak, zakładnik terrorysty w szoferce, który wyrwał mu kierownicę z ręki, co później niestety przypłacił życiem. Swoją reakcją uratował pewnie z kilkadziesiąt ludzkich istnień. 🔸"1 stycznia 2017 Stambuł - 39 zabitych i 70 rannych, 13 listopada 2015 Paryż - 130 zabitych i 352 rannych, 12 czerwca 2016 Orlando - 49 zabitych i 53 rannych, 22 lipca 2011 Utoya – 69 zabitych i 110 rannych" Cecha wspólna tych masakr: dużo czasu dla mordercy i wszystkie wydarzyły się w strefach wolnych od broni. 🔸"Kolejny pomijany aspekt to naturalna eskalacja - dostosowanie narzędzi przestępcy do tych stosowanych do odparcia jego ataku." Ale to twierdzenie nie ma pokrycia w rzeczywistości. Jest w tym logika na poziomie abstrakcyjnego myślenia, ale nie ma ona odzwierciedlenia w danych empirycznych: https://www.hoplofobia.info/wyscig-zbrojen/ W Ameryce ~10 proc. przestępstw ogółem popełniana jest przy użyciu broni palnej. W latach 1993-2001 odsetek ofiar konfrontujących się z uzbrojonym w broń palną napastnikiem wynosił średnio - dla napadów rabunkowych 27 proc., dla napaści 8 proc., dla gwałtów 3 proc. (tabela 1 na s. 2 → http://www.hoplofobia.info/wp-content/uploads/2014/05/Weapon-Use-and-Violent-Crime-1993-2001.pdf). W kolejnej dekadzie ten sam wskaźnik nie zmienił się: 29 proc. rozboje, 6 proc. napaści i ok. 2 proc. gwałty/napaści seksualne (tabela 4 na s. 8 → http://www.hoplofobia.info/wp-content/uploads/2014/05/Criminal-Victimization-2010.pdf). Ujmując rzecz inaczej: z sondaży wiktymizacyjnych wynika, że 9 na 10 atakujących/agresywnych osób nie ma przy sobie broni palnej w trakcie zajścia. I to się nie zmienia od dekad. Co więcej, kiedy prześledzi się trendy wewnątrz USA, można zauważyć, że minione dwadzieścia dwa lata (1993-2015) upłynęły tam pod znakiem największego trwałego spadku liczby przestępstw, jaki kiedykolwiek nastąpił w dziejach tego kraju, przy równoczesnym najszybszym i historycznie bezprecedensowym wzroście wskaźnika posiadania broni palnej w rękach prywatnych. Pomijając ostatni skok wskaźnika zabójstw, do roku 2015 współczynnik napaści z użyciem broni palnej zmalał w USA o niewiarygodne 85 proc. 🔸"Jeśli ofiara jest nieuzbrojona i słaba fizycznie - sprawcy wystarczą pięści. Jeśli jest sprawna - przewagę zapewnia nóż lub gazrurka. Jeśli może ona dysponować bronią palną – napastnik, aby zachować przewagę, również sięgnie po pistolet." A jeśli ofiara ma karabin, to napastnik wróci z bazuką. Tak, znamy to. 🔸"Są to tendencje naturalne, czego zwolennicy skrajnej liberalizacji nie dopuszczają do świadomości." Skoro są takie naturalne, to czemu nigdzie tego nie widać? 🔸"Warto tutaj powołać się na amerykańskie statystyki, z których wynika, że czterokrotnie częściej ofiarami śmiertelnych postrzeleń padają osoby, które same również posiadały broń." Te statystyki są bezwartościowe, sorry. W najlepszym razie autorzy pracy, na którą powołuje się Turaliński, wykryli związek pomiędzy murzyńską przestępczością w Filadelfii a zwiększonym ryzykiem postrzału, w najgorszym - zinterpretowali pozorną korelację jako rzeczywistą. Co więcej, elaborat Branasa i wsp. jest tak fatalnie skonstruowany, że nawet osoby na co dzień lobbujące przeciw broni palnej nie potrafią go odczytać: https://www.hoplofobia.info/epidemia-falszywych-twierdzen-w-pracy-charlesa-c-branasa/ 🔸"to zazwyczaj ma przewagę umożliwiającą mu w porę pociągnięcie za spust." Kolejna porcja mądrości bez pokrycia w czymkolwiek. Uzbrojone ofiary odnoszą obrażenia PRZED wyciągnięciem/ujawnieniem broni palnej. Innymi słowy, to nie fakt użycia broni prowadzi do urazu (eskalacji), ale odniesione urazy pchają ludzi do użycia broni. Kiedy wprowadzono te poprawki do statystyk DGU, nagle okazało się, że ludzie korzystający z broni palnej w celach defensywnych prawie nigdy nie doznają obrażeń na skutek takich interwencji. To jest elementarz kryminologii. 🔸"Czy warto dla telefonu ryzykować życie sięgając do kabury? Zwolennicy liberalizacji powiedzą chórem gromkie: TAK!" Zależy, co jest na tym telefonie. Jeżeli moje zdjęcia w publicznej toalecie z innym mężczyzną, to bym zaryzykował. 🔸"Kolejny populistyczny argument za wolną sprzedażą wszelkiej broni to broń czarnoprochowa, której Polacy kupili już kilkaset tys. egzemplarzy, a przestępstw z nią popełnia się jak na lekarstwo." Fascynujące, jak zmienia się narracja. Przed otwarciem rynku CP i deregulacją była mowa o ulicach we krwi i strzelaninach na działkowym grillu (wszyscy pamiętamy polsatowską "Interwencję" z 2005 roku). Po liberalizacji - gdy okazało się, że przestępstwa z użyciem broni CP należą do rzadkości - nagle rewolwery na czarny proch stały się "za ciężkie", "nieporęczne w ładowaniu" i "zbyt mało szpanerskie". 🔸"Jeśli zależy wam na szerokim poparciu społecznym dla swojej inicjatywy to przestańcie nazywać adwersarzy "hoplofobami"." Ok, przestanę. Ale pod warunkiem, że ci sami adwersarze przestaną wypisywać głupoty i pogrążać się w paranoi.

thumb_upthumb_downchat_bubble

More from BostonTea

Wojciech Kulesza, psycholog społeczny oraz etatowy (obok antyterrorysty Dziewulskiego) ekspert, do którego biegną media po opinię za każdym razem, gdy trzeba jakoś wyłuszczyć publice, że broń palna to zło, popełnił kolejny felieton na wiadomy temat. Motyw przewodni: Polska w kontekście powszechnego dostępu do broni w Ameryce (http://archive.ph/gLLPu). Nie Kanada, nie Szwajcaria, nie Czechy, ba, nawet nie New Hampshire czy biało-azjatyckie miasta Teksasu - po prostu Ameryka od Atlantyku po Pacyfik i od Manitoby po Chihuahue. Do samego tekstu ciężko się odnieść, ponieważ nie zawiera on absolutnie żadnych odnośników do statystyk. Zamiast tego dostajemy barwne anegdoty. Przykładowo, jedna z anegdot (oparta ponoć na faktach) opowiada o pewnym barowym nieporozumieniu, które przerodziło się w zabójstwo. Oto w 320-milionowym kraju, wypełnionym 320 milionami sztuk broni, ktoś gdzieś kogoś zastrzelił zamiast sprać mu mordę, bo źle zinterpretował gest drapania się po plecach. Myślał, że delikwent sięga za pasek spodni po klamkę. Resztę możecie sobie dośpiewać. Autor dalej konkluduje, że stało się tak, bo ten, co strzelał, "wpadł w sidła efektu broni", o którym Kulesza "uczy swoich studentów już od pierwszego roku psychologii." Nie ukrywam, że bardzo chciałbym posłuchać tych wykładów. Może dowiedziałbym się z nich, że rezultaty eksperymentów z "efektem broni" zależą w dużej mierze od selekcji grupy kontrolnej? Że im bardziej uczestnicy są zaznajomieni z bronią, tym mniejsza szansa wykrycia zjawiska (nie muszą jej nawet posiadać, wystarczy, że dorastali w otoczeniu, w którym broń stanowiła element kultury/pracy)? Może dowiedziałbym się też, że nigdy nie zarejestrowano poszukiwanego "efektu", gdy broń znajdowała się fizycznie w dyspozycji osób poddawanych testom? Wreszcie - może pan Kulesza przypomniałby mi o głębokim kryzysie, w jakim tkwi psychologia oraz generalnie medycyna (chodzi o replikacje wyników)? Żeby wam uzmysłowić, jak bardzo słabe z czysto technicznego punktu widzenia są artykuły, usiłujące wytropić "efekt broni", zapodam tylko jeden tytuł - najnowszy z 2017 roku - "The Weapons Effect on Wheels" Bushmana et al. Badacze zainstalowali 60 studentów przed ekranem symulatora jazdy samochodem, w którym raz na siedzeniu pasażera leżała plastikowa replika pistoletu, innym razem zaś rakieta tenisowa. Okazało się, że studenci "z bronią" na fotelu podjeżdżali bliżej aut stojących w korku, gwałtowniej hamowali i częściej przyśpieszali. Słowem, "jeździli" mniej ostrożnie. Morał: broń stymuluje agresję. Trzy podstawowe problemy: 🔸Nikt nie wpadł na pomysł, aby sprawdzić, czy ten sam "kierowca" jednakowo reaguje na "pistolet" i rakietę tenisową. Studentów przypisywano bowiem losowo do rekwizytów i nigdy nie testowano dwóch przedmiotów na jednym uczestniku. 🔸Eksperyment został tak niefortunnie skonstruowany, że od pewnego momentu studenci mogli się spokojnie domyślić, iż biorą udział w badaniu nad "efektem broni", a co za tym idzie, mogli celowo przesadnie reagować w kontakcie z "pistoletem", żeby wykrzywić wyniki na korzyść narracji o broni palnej jako bodźcu wyzwalającym agresję. 🔸Najważniejsze: dane empiryczne z Michigan nie potwierdzają, jakoby legalni posiadacze broni jeździli bardziej ryzykownie. Wręcz przeciwnie: w stosunku do osób nieposiadających zezwoleń na przewóz broni poruszają się oni po drogach 10x ostrożniej i popełniają 12x mniej wykroczeń niż reszta populacji kierowców (http://archive.ph/w9CWe). Analogicznie jak w przypadku gier komputerowych - https://www.hoplofobia.info/wp-content/uploads/2019/11/2017-The-Relationship-Between-Video-Games-and-Crime.pdf - znowu mamy więc tu do czynienia z dość wyraźnym rozziewem między realną rzeczywistością a psychologicznymi sztuczkami w laboratorium. Kulesza wyraża także troskę o amerykańską policję, która częściej niż w Polsce strzela do cywilów. W podsumowaniu felietonu pada takie zdanie: "Będą ginąć niewinni, a policjanci będą musieli dźwigać brzemię Drugiej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych". Autor oczywiście zapomniał poinformować swoich czytelników, że: 🔸W zależności od sondażu czy jurysdykcji 80-90% funkcjonariuszy policji w USA popiera powszechny dostęp do broni palnej: https://www.hoplofobia.info/ankieta-policeone-com/ Zatem oni "dźwigają brzmię Drugiej Poprawki" tylko w fantazjach pana Kuleszy. 🔸Amerykańska policja ma dzisiaj pod sobą znacznie więcej potencjalnie uzbrojonych obywateli "do upilnowania" niż kiedykolwiek wcześniej w historii przy rekordowo niskich stratach własnych (innymi słowy, przeciętny gliniarz w USA nigdy nie był bezpieczniejszy wykonując swoją robotę niż w ostatnich latach - nawet pomimo nagonki rozhulanej przez schyłkową administrację Obamy i aktywistów BLM). 🔸Kiedy w UK był powszechny dostęp do broni, policja brytyjska ciągle zabijała ZNACZNIE mniej cywilów niż ich koledzy zza oceanu. Historyczna analiza wskaźników zabójstw dla policji nowojorskiej i londyńskiej nie pozostawia wątpliwości: https://www.hoplofobia.info/zabic-policjanta/ Chętnie zobaczyłbym te same statystyki dla Kanady sprzed roku 1979, kiedy w kwestii powszechności broni panowała tam sytuacja zbliżona do amerykańskiej. Założę się, że członkowie RCMP tak samo jak bobiki w Anglii używali broni sporadycznie. Pytanie, jakie powinien zadać sobie Kulesza, brzmi zatem następująco: dlaczego w krajach z podobnym reżimem regulacyjnym policja rzadziej decyduje się strzelać? P.S. Z notki biograficznej pana Kuleszy: "W latach 2012-2013 przebywał na stypendium naukowym na Florida Atlantic University." Jak on to przeżył? Floryda to stan, gdzie na jeden urząd pocztowy przypadają trzy licencjonowane sklepy z bronią. Określenie "Gunshine State" nie wzięło się znikąd: https://www.hoplofobia.info/floryda-dream/

111 views ·

Masakra w Las Vegas stała się dla wielu impulsem do płodzenia debilnych tweetów i normalnie bym nie reagował, ale w tym wypadku robię wyjątek. Robię wyjątek, ponieważ wiem, że w amerykańskich (i polskich pewnie też) oazach lewoskrętnego hipsterstwa istnieje spora rzesza białych, solidaryzujących się z wyrażonym niżej stanowiskiem. Czarnoskóry raper, Brandon McCartney aka Lil B, zamieścił wczoraj na Twitterze (koleś ma ponad 1.5 miliona followersów) wpis, w którym "argumentuje", że BIALI AMERYKANIE SĄ PRZYCZYNĄ PROBLEMÓW Z BRONIĄ PALNĄ W USA. Mówi to przedstawiciel grupy demograficznej, składającej się na zaledwie 13 proc. populacji kraju, której reprezentanci (w ogromnej większości jego rówieśnicy - młodzi Murzyni) popełniają: - ponad 60 proc. wszystkich zabójstw; - 70 proc. wszystkich rozbojów; - dopuszczają się większości przestępstw międzyrasowych (w tym ataków na tle rasistowskim); - odpowiadają za większość strzelanin z wieloma ofiarami; Albo inaczej: osoba oskarżająca białych o eskalowanie problemów z bronią palną, rekrutuje się z subpopulacji, której przedstawiciele robią z amerykańskich miast lokalne mordownie. Bez czarnych bandytów i murzyńskiej getto-patologii Baltimore miałoby rocznie tyle zabójstw co Poznań, natomiast odsetek strzelanin w takich metropoliach jak Boston, Chicago czy Nowy Jork zmniejszyłby się o 95-97 proc. LINKI DO ŹRÓDEŁ: https://www.hoplofobia.info/kto-zabija-w-ameryce-1/ https://www.hoplofobia.info/kto-zabija-w-ameryce-2/ https://www.hoplofobia.info/kiedy-czarni-atakuja-bialych/ https://www.hoplofobia.info/strzelaniny-w-usa-profil-rasowy-sprawcow/

116 views ·

W numerze 7-8/2018 miesięcznika "Strzał" pojawił się artykuł, który sprzedaje Polakom bzdury nt. broni palnej w Ameryce. Poniżej fragment, czy dzieci powinny mieć dostęp do broni. Autor powołuje się w nim na raport jakiejś amerykańskiej organizacji medycznej, która policzyła sobie zupełnie frywolnie, że w roku 2015 na skutek ran po kulach zginęły 2824 "dzieci" i że niby 89 proc. z tych zgonów wydarzyło się w domu, z czego większość podczas zabaw z bronią pod nieobecność rodziców. Dwie sprawy: Autor źle zacytował oryginale źródło. W oryginale (patrz: http://archive.ph/paARe) mowa jest o 2824 zabitych "dzieciach" OGÓŁEM w wyniku zabójstw, wypadków i pewnie jeszcze samobójstw. Odsetek 89 proc. dotyczy TYLKO wypadków z bronią, czyli liczebnie najmniejszej subkategorii, nie zaś całej puli incydentów. Sposób, w jaki informacja ta została zaprezentowana w artykule, sugeruje natomiast, że w amerykańskich domach ginie rocznie w wypadkach z udziałem broni ~2500 "dzieci". Uzyskane w ten sposób szacunki twórca felietonu skwitował stwierdzeniem, że "ta statystyka przeraża". No rzeczywiście przeraża - jak się po łebkach czyta materiał źródłowy i potem na tej podstawie wyciąga wnioski, niemające nic wspólnego z realnym życiem. Z bazy raportowania urazów CDC wynika, że w roku 2015 na skutek nieostrożnego użycia broni palnej (w domu i poza nim) zginęło 48 "dzieci i nastolatków" w wieku od 0 do 14 lat (w tym także młodocianych oprychów), co po przeliczeniu daje skorygowany wskaźnik 0.08 na 100 tysięcy (jeśli weźmie się pod uwagę przedział 0-19, to liczba śmiertelnych wypadków wzrasta z 48 do stu). Jak naprawdę prezentują się dane dot. śmiertelnych wypadków w domach dla wszystkich grup wiekowych możecie szerzej przeczytać tu: https://www.hoplofobia.info/usa-statystyki-wypadkow-z-udzialem-broni Druga rzecz: cudzysłów przy wyrazie "dzieci" wstawiłem rozmyślnie, bo ogromna większość tych tak zwanych "zastrzelonych dzieciaków" to 16-, 17-, 18- i 19-letnie zbiry - członkowie murzyńsko-latynoskich bandyckich klik (patrz: https://www.hoplofobia.info/raport-amerykanskiej-akademii-pediatrycznej-dzieci-i-bron-palna). Policja w USA nazywa ich "miejskimi terrorystami". Wzmianki o tym fakcie oczywiście w artykule nie znajdziecie. Najbardziej śmieszy to, że dosłownie akapit wcześniej autor sam słusznie zauważył, iż Stany Zjednoczone nie są dobrym statystycznym punktem odniesienia dla Polski. Z jakiegoś powodu jednak uznał, że w przypadku "dzieci" jest wręcz przeciwnie: statystyki z USA nadają się idealnie do robienia porównań. Otóż chciałbym wyraźnie podkreślić, że "dzieci" zabijane z broni palnej w Ameryce nie są i nigdy nie będą dobrym odniesieniem dla sytuacji w PL. Przenoszenie żywcem realiów amerykańskich na grunt polskiej rzeczywistości powinno być stanowczo piętnowane i postrzegane wyłącznie w kategoriach oszustwa.

151 views ·

More from BostonTea

Wojciech Kulesza, psycholog społeczny oraz etatowy (obok antyterrorysty Dziewulskiego) ekspert, do którego biegną media po opinię za każdym razem, gdy trzeba jakoś wyłuszczyć publice, że broń palna to zło, popełnił kolejny felieton na wiadomy temat. Motyw przewodni: Polska w kontekście powszechnego dostępu do broni w Ameryce (http://archive.ph/gLLPu). Nie Kanada, nie Szwajcaria, nie Czechy, ba, nawet nie New Hampshire czy biało-azjatyckie miasta Teksasu - po prostu Ameryka od Atlantyku po Pacyfik i od Manitoby po Chihuahue. Do samego tekstu ciężko się odnieść, ponieważ nie zawiera on absolutnie żadnych odnośników do statystyk. Zamiast tego dostajemy barwne anegdoty. Przykładowo, jedna z anegdot (oparta ponoć na faktach) opowiada o pewnym barowym nieporozumieniu, które przerodziło się w zabójstwo. Oto w 320-milionowym kraju, wypełnionym 320 milionami sztuk broni, ktoś gdzieś kogoś zastrzelił zamiast sprać mu mordę, bo źle zinterpretował gest drapania się po plecach. Myślał, że delikwent sięga za pasek spodni po klamkę. Resztę możecie sobie dośpiewać. Autor dalej konkluduje, że stało się tak, bo ten, co strzelał, "wpadł w sidła efektu broni", o którym Kulesza "uczy swoich studentów już od pierwszego roku psychologii." Nie ukrywam, że bardzo chciałbym posłuchać tych wykładów. Może dowiedziałbym się z nich, że rezultaty eksperymentów z "efektem broni" zależą w dużej mierze od selekcji grupy kontrolnej? Że im bardziej uczestnicy są zaznajomieni z bronią, tym mniejsza szansa wykrycia zjawiska (nie muszą jej nawet posiadać, wystarczy, że dorastali w otoczeniu, w którym broń stanowiła element kultury/pracy)? Może dowiedziałbym się też, że nigdy nie zarejestrowano poszukiwanego "efektu", gdy broń znajdowała się fizycznie w dyspozycji osób poddawanych testom? Wreszcie - może pan Kulesza przypomniałby mi o głębokim kryzysie, w jakim tkwi psychologia oraz generalnie medycyna (chodzi o replikacje wyników)? Żeby wam uzmysłowić, jak bardzo słabe z czysto technicznego punktu widzenia są artykuły, usiłujące wytropić "efekt broni", zapodam tylko jeden tytuł - najnowszy z 2017 roku - "The Weapons Effect on Wheels" Bushmana et al. Badacze zainstalowali 60 studentów przed ekranem symulatora jazdy samochodem, w którym raz na siedzeniu pasażera leżała plastikowa replika pistoletu, innym razem zaś rakieta tenisowa. Okazało się, że studenci "z bronią" na fotelu podjeżdżali bliżej aut stojących w korku, gwałtowniej hamowali i częściej przyśpieszali. Słowem, "jeździli" mniej ostrożnie. Morał: broń stymuluje agresję. Trzy podstawowe problemy: 🔸Nikt nie wpadł na pomysł, aby sprawdzić, czy ten sam "kierowca" jednakowo reaguje na "pistolet" i rakietę tenisową. Studentów przypisywano bowiem losowo do rekwizytów i nigdy nie testowano dwóch przedmiotów na jednym uczestniku. 🔸Eksperyment został tak niefortunnie skonstruowany, że od pewnego momentu studenci mogli się spokojnie domyślić, iż biorą udział w badaniu nad "efektem broni", a co za tym idzie, mogli celowo przesadnie reagować w kontakcie z "pistoletem", żeby wykrzywić wyniki na korzyść narracji o broni palnej jako bodźcu wyzwalającym agresję. 🔸Najważniejsze: dane empiryczne z Michigan nie potwierdzają, jakoby legalni posiadacze broni jeździli bardziej ryzykownie. Wręcz przeciwnie: w stosunku do osób nieposiadających zezwoleń na przewóz broni poruszają się oni po drogach 10x ostrożniej i popełniają 12x mniej wykroczeń niż reszta populacji kierowców (http://archive.ph/w9CWe). Analogicznie jak w przypadku gier komputerowych - https://www.hoplofobia.info/wp-content/uploads/2019/11/2017-The-Relationship-Between-Video-Games-and-Crime.pdf - znowu mamy więc tu do czynienia z dość wyraźnym rozziewem między realną rzeczywistością a psychologicznymi sztuczkami w laboratorium. Kulesza wyraża także troskę o amerykańską policję, która częściej niż w Polsce strzela do cywilów. W podsumowaniu felietonu pada takie zdanie: "Będą ginąć niewinni, a policjanci będą musieli dźwigać brzemię Drugiej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych". Autor oczywiście zapomniał poinformować swoich czytelników, że: 🔸W zależności od sondażu czy jurysdykcji 80-90% funkcjonariuszy policji w USA popiera powszechny dostęp do broni palnej: https://www.hoplofobia.info/ankieta-policeone-com/ Zatem oni "dźwigają brzmię Drugiej Poprawki" tylko w fantazjach pana Kuleszy. 🔸Amerykańska policja ma dzisiaj pod sobą znacznie więcej potencjalnie uzbrojonych obywateli "do upilnowania" niż kiedykolwiek wcześniej w historii przy rekordowo niskich stratach własnych (innymi słowy, przeciętny gliniarz w USA nigdy nie był bezpieczniejszy wykonując swoją robotę niż w ostatnich latach - nawet pomimo nagonki rozhulanej przez schyłkową administrację Obamy i aktywistów BLM). 🔸Kiedy w UK był powszechny dostęp do broni, policja brytyjska ciągle zabijała ZNACZNIE mniej cywilów niż ich koledzy zza oceanu. Historyczna analiza wskaźników zabójstw dla policji nowojorskiej i londyńskiej nie pozostawia wątpliwości: https://www.hoplofobia.info/zabic-policjanta/ Chętnie zobaczyłbym te same statystyki dla Kanady sprzed roku 1979, kiedy w kwestii powszechności broni panowała tam sytuacja zbliżona do amerykańskiej. Założę się, że członkowie RCMP tak samo jak bobiki w Anglii używali broni sporadycznie. Pytanie, jakie powinien zadać sobie Kulesza, brzmi zatem następująco: dlaczego w krajach z podobnym reżimem regulacyjnym policja rzadziej decyduje się strzelać? P.S. Z notki biograficznej pana Kuleszy: "W latach 2012-2013 przebywał na stypendium naukowym na Florida Atlantic University." Jak on to przeżył? Floryda to stan, gdzie na jeden urząd pocztowy przypadają trzy licencjonowane sklepy z bronią. Określenie "Gunshine State" nie wzięło się znikąd: https://www.hoplofobia.info/floryda-dream/

111 views ·

Masakra w Las Vegas stała się dla wielu impulsem do płodzenia debilnych tweetów i normalnie bym nie reagował, ale w tym wypadku robię wyjątek. Robię wyjątek, ponieważ wiem, że w amerykańskich (i polskich pewnie też) oazach lewoskrętnego hipsterstwa istnieje spora rzesza białych, solidaryzujących się z wyrażonym niżej stanowiskiem. Czarnoskóry raper, Brandon McCartney aka Lil B, zamieścił wczoraj na Twitterze (koleś ma ponad 1.5 miliona followersów) wpis, w którym "argumentuje", że BIALI AMERYKANIE SĄ PRZYCZYNĄ PROBLEMÓW Z BRONIĄ PALNĄ W USA. Mówi to przedstawiciel grupy demograficznej, składającej się na zaledwie 13 proc. populacji kraju, której reprezentanci (w ogromnej większości jego rówieśnicy - młodzi Murzyni) popełniają: - ponad 60 proc. wszystkich zabójstw; - 70 proc. wszystkich rozbojów; - dopuszczają się większości przestępstw międzyrasowych (w tym ataków na tle rasistowskim); - odpowiadają za większość strzelanin z wieloma ofiarami; Albo inaczej: osoba oskarżająca białych o eskalowanie problemów z bronią palną, rekrutuje się z subpopulacji, której przedstawiciele robią z amerykańskich miast lokalne mordownie. Bez czarnych bandytów i murzyńskiej getto-patologii Baltimore miałoby rocznie tyle zabójstw co Poznań, natomiast odsetek strzelanin w takich metropoliach jak Boston, Chicago czy Nowy Jork zmniejszyłby się o 95-97 proc. LINKI DO ŹRÓDEŁ: https://www.hoplofobia.info/kto-zabija-w-ameryce-1/ https://www.hoplofobia.info/kto-zabija-w-ameryce-2/ https://www.hoplofobia.info/kiedy-czarni-atakuja-bialych/ https://www.hoplofobia.info/strzelaniny-w-usa-profil-rasowy-sprawcow/

116 views ·

W numerze 7-8/2018 miesięcznika "Strzał" pojawił się artykuł, który sprzedaje Polakom bzdury nt. broni palnej w Ameryce. Poniżej fragment, czy dzieci powinny mieć dostęp do broni. Autor powołuje się w nim na raport jakiejś amerykańskiej organizacji medycznej, która policzyła sobie zupełnie frywolnie, że w roku 2015 na skutek ran po kulach zginęły 2824 "dzieci" i że niby 89 proc. z tych zgonów wydarzyło się w domu, z czego większość podczas zabaw z bronią pod nieobecność rodziców. Dwie sprawy: Autor źle zacytował oryginale źródło. W oryginale (patrz: http://archive.ph/paARe) mowa jest o 2824 zabitych "dzieciach" OGÓŁEM w wyniku zabójstw, wypadków i pewnie jeszcze samobójstw. Odsetek 89 proc. dotyczy TYLKO wypadków z bronią, czyli liczebnie najmniejszej subkategorii, nie zaś całej puli incydentów. Sposób, w jaki informacja ta została zaprezentowana w artykule, sugeruje natomiast, że w amerykańskich domach ginie rocznie w wypadkach z udziałem broni ~2500 "dzieci". Uzyskane w ten sposób szacunki twórca felietonu skwitował stwierdzeniem, że "ta statystyka przeraża". No rzeczywiście przeraża - jak się po łebkach czyta materiał źródłowy i potem na tej podstawie wyciąga wnioski, niemające nic wspólnego z realnym życiem. Z bazy raportowania urazów CDC wynika, że w roku 2015 na skutek nieostrożnego użycia broni palnej (w domu i poza nim) zginęło 48 "dzieci i nastolatków" w wieku od 0 do 14 lat (w tym także młodocianych oprychów), co po przeliczeniu daje skorygowany wskaźnik 0.08 na 100 tysięcy (jeśli weźmie się pod uwagę przedział 0-19, to liczba śmiertelnych wypadków wzrasta z 48 do stu). Jak naprawdę prezentują się dane dot. śmiertelnych wypadków w domach dla wszystkich grup wiekowych możecie szerzej przeczytać tu: https://www.hoplofobia.info/usa-statystyki-wypadkow-z-udzialem-broni Druga rzecz: cudzysłów przy wyrazie "dzieci" wstawiłem rozmyślnie, bo ogromna większość tych tak zwanych "zastrzelonych dzieciaków" to 16-, 17-, 18- i 19-letnie zbiry - członkowie murzyńsko-latynoskich bandyckich klik (patrz: https://www.hoplofobia.info/raport-amerykanskiej-akademii-pediatrycznej-dzieci-i-bron-palna). Policja w USA nazywa ich "miejskimi terrorystami". Wzmianki o tym fakcie oczywiście w artykule nie znajdziecie. Najbardziej śmieszy to, że dosłownie akapit wcześniej autor sam słusznie zauważył, iż Stany Zjednoczone nie są dobrym statystycznym punktem odniesienia dla Polski. Z jakiegoś powodu jednak uznał, że w przypadku "dzieci" jest wręcz przeciwnie: statystyki z USA nadają się idealnie do robienia porównań. Otóż chciałbym wyraźnie podkreślić, że "dzieci" zabijane z broni palnej w Ameryce nie są i nigdy nie będą dobrym odniesieniem dla sytuacji w PL. Przenoszenie żywcem realiów amerykańskich na grunt polskiej rzeczywistości powinno być stanowczo piętnowane i postrzegane wyłącznie w kategoriach oszustwa.

151 views ·